Bałkany

Dzień 15 – Albania i słynna droga do Theth

Po tak spędzonym wieczorze nazajutrz rano obraliśmy kierunek Albania… ale wcześniej poświęcę jeszcze kilka słów na temat Czarnogóry – to kraj, który w każdej części, niemal na każdym kilometrze zaskakuje i zachwyca bogactwem obdarowanym przez naturę. Niestety mieszkańcy zupełnie o to nie dbają a wręcz za wszelka cenę postanowili zostawiać po sobie „ślady” gdzie tylko się da. Ogrom śmieci w lasach czy przy drogach lub w postaci dzikich wysypisk, podejście do porządku to jeszcze zupełnie nie znane im tematy. Zwyczajem jest wyrzucanie wszystkiego byle gdzie. Opakowania po papierosach czy plastikowe butelki często walają się wzdłuż drogi a raz nawet byliśmy świadkami jak dzieci w obecności dorosłych urządziły sobie zawody – kto dalej rzuci szklaną butelką do morza… Ech…

Koło południa przekroczyliśmy granice Albańską i tym samym po rozmowie z celnikiem dowiedzieliśmy się, że odcinamy sobie drogę powrotną przez Czarnogórę, możliwy jest tylko tranzyt przez Albanię, ale jeżeli zanocujemy – to już nie. Zatem aby wyjechać będziemy musieli ruszyć w stronę Kosowa.

Pierwszy kierunek po przekroczeniu granicy to słynna droga nr SH21 – do Theth. Trochę poczytaliśmy o tym, że piękna i że nawierzchnia nie do końca taka gładka, ale ludzie jeżdżą. No wiec my też. Jako, że od samego początku postanowiliśmy omijać duże miejscowości i skupiska ludzi, przejechaliśmy przez mocno zatłoczoną Szkodrę jednym cięgiem decydując, że obiad zjemy na miejscu. Chociaż przyznam, że z żalem przyjęłam tą decyzję bo miasto samo w sobie jest niesamowicie pociągające, przede wszystkim ze względu na swój koloryt i atmosferę. Z jednej strony mocno przypomina minione u nas już dawno lata 80 ubiegłego stulecia a z drugiej mami nutą orientu, która jest wyczuwalna na każdym kroku i nęci by się w nim zanurzyć na dłużej. Wszędzie widoczne są, czasami bardzo okazałe meczety, w knajpkach przesiadują tylko mężczyźni a na ulicy poza spalinami czuć nieustannie zapach kawy  i przypraw…

Ale jak postanowiliśmy, tak przemknęliśmy przez miasto i najpierw szeroką o bardzo dobrej nawierzchni drogą E 762 zbliżaliśmy się do SH21 pełni emocji i podniecenia wobec tego co nas czeka. Na początku wszystko szło gładko z asfaltem włącznie. Z czasem zaczął się nieco zwężać, tak, że minięcie dwóch samochodów stawało się niemożliwe, ale co tam, my na motorku – luzik. To co wydarzyło się potem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Mniej więcej 20 kilometrów przed Theth kończy się asfalt i kończy się wszystko, są za to roboty drogowe, pełno ciężkiego sprzętu i każdy wymarzony rodzaj nawierzchni dla motocykla crosowego – żwir, kamienie wielkości końskiego łba, błoto, koleiny po gąsienicach koparek, piasek i co tylko jeszcze można sobie wymyślić… Mając świadomość, że nasz motorek to nie ‚krosówka’, mamy szosowe opony a Debest Kierowca ma dodatkowy balast w postaci trzech pełnych kufrów i mnie, przyszedł moment kiedy byłam bliska histerii. Budziliśmy chyba obawy nawet u mijanych drogowców bo cały czas pokazywali nam, że trzymają kciuki za dotarcie do celu… Debest Kierowca tym samym zdał egzamin w stopniu celującym na Debest Kierowcę i dowiózł nas na miejsce w jednym kawałku zgrabnie, z niemal zwinnością tancerza omijając wszystko na bieżąco co stawało nam na trasie. Muszę przyznać że bardzo szybko rozciągające się krajobrazy i pejzaże wynagrodziły mi zdziwienie i złość na to jak inaczej mapy albańskie interpretują słowo ‘droga’. Jak się okazało zwały drobniejszych i grubszych kamieni, które kończą się w miejscu gdzie korony drzew widać dziesiątki kilometrów poniżej bez żadnego zabezpieczenia to nic innego jak droga…krajowa…nr SH 21


Nie ma chyba znaczenia, że ostatnie 15 minut dojazdu ( czyli jakieś 10 km )  pokonywaliśmy prawie godzinę, przy temperaturze ok 18 st, bo spoceni jak myszy dotarliśmy do ‚restauracji’ w Theth. Dodam jedynej, bo dwie pozostałe aktualnie były odcięte, więc nieczynne. Głodni, bo po małym śniadanku, ruszyliśmy prosto do kelnera o kartę prosząc. A kelner cieniutką angielszczyzną odpowiada, że karty nie ma !!!???

 No dobszszsz, to my na to:

– Czy można coś zjeść?

– Tak.

– A co?

– Mamy mięso, mamy ser, mamy ziemniaki i mamy sałatę… i piwo też mamy.

– To poprosimy mięso, ziemniaki, sałatę  i piwo. A ile to kosztuje?

– Nie drogo !!!

– 🙂 🙂 🙂

Taki oto dialog odbyliśmy, po czym po ok kwadransie dostaliśmy wyborne w smaku mięcho, miskę, żeby nie powiedzieć wiadro sałaty i na miejscu krojone ( sądząc po kształtach ) frytki w ilości chyba z kilogram oraz oczywiście piwo – Albańskie. Wszystko za cenę ok 19 euro całość…Z pełnymi żołądkami wiec i w lepszej kondycji psychicznej zabraliśmy się za dojazd do ,apartamentu’ drogą o nawierzchni jeszcze ciekawszej niż poprzednia – wspomnę tylko, że przejechanie 3 km zajęło nam ok 50 min, z czego jeden z tych trzech przeszłam na nogach. Tak – moja wytrzymałość i odporność na stres tego nie dźwignęła :). Zeszłam z motoru, powiedziałam dwa słowa, których tu nie mogę przytoczyć z obawy, gdyby tego bloga czytali nieletni i ruszyłam piechotą. Debest Kierowca ze zrozumieniem przyjął moją decyzję i sam zmagał się z podłożem jadąc koło mnie, bo szybciej i tak się nie dało. Dodam, że to co jest zaznaczone na mapie a rzeczywistość jest kwestią mocno umowną i nie koniecznie się zgadza, nie mówiąc już o tym, że definicja słowa „droga” od tej pory, dla mnie,  poszerzyła się niebotycznie.  Dotarliśmy do miejsca, które na pewno jest końcem świata, zapomnianym przez Boga i ludzi, gdzie słychać tylko dźwięk kozich i krowich dzwonków a jak podniesiesz głowę  nie ma nawet nieba bo widać tylko góry.

Nie mniejszym wyzwaniem było znalezienie samego noclegu, po dotarciu do miejsca gdzie powinien się znajdować. Tam gdzie na mapie była przypięta pinezka okazało się być bujnymi krzakami i mocno zdezelowaną stodołą nieopodal. Z przeświadczeniem, że dzisiaj nic już mnie nie złamie powiedziałam mojemu kierowcy: „ty tu poczekaj, ja pójdę poszukać”. Po dobrych 40 minutach krążenia po okolicy, zaglądaniu do domostw o podobnym standardzie jak stodoła i zagadywaniu 80 letnich Albanek, które jak wiadomo biegle mówią po angielsku, dotarłam do murowanej budowli łudząco przypominającej popularny w naszym kraju w latach 80-tych betonowy klocek. Droga do płotu prowadziła przez pastwisko… ale co mi tam, co mogą mi zrobić nie uwiązane albańskie krowy ? Byłam już w takim stanie, że przejście przez wybieg dla wygłodniałej dzikiej zwierzyny nie zrobiło by na mnie wrażenia… Kolejny raz podeszłam do pani przy obejściu i najbardziej po albańsku jak potrafię wyartykułowałam B-U-J-T-I-N-A K-O-M-E-T-A. Popatrzyła na mnie jakby zobaczyła UFO i zawołała Haaaaanaaaaa… Po chwili wyszła młoda, sympatyczna Albanka z Iphonem w ręce i cudnie brzmiącą angielszczyzną powiedziała, że czeka na nas już od kilku godzin. Poczułam, że krew mi odpłynęła i wody odeszły ze szczęścia po czym przekazałam, że owszem nie przyszłam tu w tym przebraniu na piechotę, tylko muszę wrócić po kierowcę i motorek…Ha, tylko trzeba było jeszcze pamiętać gdzie oni są i tam wrócić, bo zasięgu, żeby oddzwonić – zero. Młoda i sprytna gospodyni, ze swojego albańskiego telefonu udostępniła internet i dzięki temu okazało się, że mamy szansę spędzić tę noc razem i nie pod gołym niebem… Hana była bardzo miła i gościnna a jej tata jak tylko nas zobaczył, przywitał albańskim spirytem pędzonym na miejscu w ilości pół szklanki na twarz… Czasami mówi się, że miłe złego początki i coś chyba w tym jest, bo po tak sympatycznym powitaniu było już tylko gorzej – dostaliśmy pokój z jednym malutkim oknem, mocno wilgotny z temperaturą jakieś 16 st ( w środku lata ). W łazience zastaliśmy świeżutkie pajęczyny i pół lustra. Jakoś nie zainteresowało mnie gdzie jest drugie pół.. Wyszliśmy na dziedziniec i jak daleko sięgał wzrok tak ujrzeliśmy trzy chałupy, cztery stare Albanki niezliczoną ilość kóz oraz innej rogatej zwierzyny i to wszystko. Bliska płaczu po przeżyciach dnia, patrząc na posępne, przytłaczające góry pierwszy raz pomyślałam „na …uj mi to wszystko…!!! Trzeba było siedzieć na dupie, na piasku, na Helu a nie szlajać się nie wiadomo gdzie”… i przyszło mi na myśl , że chociaż Prozac mogłam zabrać 🙂

 O 19.00 było ciemno jak w dupie, cicho jak w grobie, zero łączności ze światem wiec poszliśmy spać. Ja z myślą, że to idealna sytuacja do tego, żeby teraz przyjechała jakaś spec-ekipa, poćwiartowała nas na części i wysłała stosowne organy dla rosyjskich oligarchów w zależności od zamówienia – tu nerka, tu wątroba (mało przydatna) a tam kończyna…

Rano, jednak w całości, nie pokrojeni, dostaliśmy wiejskie, albańskie śniadanie czyli obłędny w smaku ser, jajko, chleb, dżem z wiśni i herbatę z dzikiej mięty. Syci i w o tyle lepszych humorach, że wiemy co nas czeka ruszyliśmy w drogę powrotną… Moim marzeniem było: „byle do asfaltu”. No i tym razem również, Debest Kierowca nie przypadkiem tak został nazwany…

Jeszcze dwa zdania na temat samego Theth – to wieś położona w wąskiej  dolinie Gór Przeklętych a ich nazwa nie jest przypadkowa i prawdopodobnie wzięła się trudności związanych z pokonaniem przełęczy. Natomiast sama osada uważana jest za jedną z najbardziej odciętych komunikacyjnie na świecie. Źródła nie podają liczebności mieszkańców, ale od lokalesa dowiedzieliśmy się, że zamieszkuje ją ok 120 rodzin czyli jakieś 350-400 osób. Zimą opady śniegu sięgają nawet 4 metrów i już jesienią mieszkańcy zwożą wszystkie niezbędne do egzystencji rzeczy bo bywa, że przez ok 4 miesiące są całkowicie odcięci, łączność jest radiowa, a ewentualne pogotowie dociera tylko z powietrza. Obecnie w trakcie budowy jest ostatni odcinek drogi dojazdowej na szczyt. Natomiast do samego Theth jak i w wiosce nie będzie dróg, ponieważ wiosenne roztopy plus prąd wody schodzącej z gór nanosi tyle kamieni, że ewentualnie położona nawierzchnia miałby szansę przetrwać tylko jeden sezon…więc są takie trochę umowne, trochę widoczne i trochę mało zgodne z tym co na mapie…ale jak widać po naszych doświadczeniach – są.

Poniżej zamieszczam krótki filmik, jak wygląda ruch i sama droga…

To jedna z kilku mijanek, jakie zaliczyliśmy I za każdym razem wygladało to podobnie.

Ponizej tradycyjnie mapa przejazdu

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

error: Zakaz kopiowania !!