Co zobaczyć w Chicago – najpiękniejsze miejsca, które tworzą duszę tego miasta
Chicago to miasto, które najlepiej poznaje się spacerem – wzdłuż jeziora, po mostach nad rzeką, między wieżowcami, które wyglądają jak z innego świata. Tutaj dużo łatwiej niż w NY zwolnić, niespiesznie przechadzać się ulicami zadzierając głowę do góry albo rozglądając się wokół. Znacznie więcej jest śladów historii zachowanych w małych budowlach schowanych między wysokościowcami czy też fragmentami trotuaru wyłożonymi oryginalną drewnianą kostką. Na pewno poczucie spokoju i bezpieczeństwa jest mocniej tu odczuwalne. Mimo natłoku turystów nie ma miejsc mocno zatłoczonych czy przesadnie przeludnionych. Wrześniowy spacer chicagowską ulicą pełen jest słońca, lekkiego powiewu wiatru, lekkości i nieokiełznanej ciekawości, co przyniesie następna ulica lub też dokąd wiedzie parkowa aleja.
The Loop i architektoniczne serce miasta
W samym centrum Chicago znajduje się jego serce i krwioobieg – The Loop. To najstarsza część miasta i jednocześnie jedno z najbardziej ikonicznych miejsc w całych Stanach. Nazwa pochodzi od pętli nadziemnej kolejki “L” (czyli elevated), która od końca XIX wieku okrąża śródmieście stalowym pierścieniem. Pociągi w The Loop jeżdżą po stalowych estakadach zawieszonych na wysokości 6-12 metrów. Tory tworzą prostokąt ok. 1,8 km × 1,3 km.
Wrażenie jakie sprawia ta gigantyczna konstrukcja jest niesamowite. Zanim wjedzie pociąg najpierw czuć drżenie i hałas. Siedząc w bistro na rogu Adams i Wabash spoglądasz przez wielkie okna na przechodniów. Popołudniowe powietrze jest nieruchome, lekko pachnie kawą i rozgrzaną stalą. I nagle, podłoga pod stopami zaczyna niedostrzegalnie wibrować a z oddali dobiega metaliczny, ostry dźwięk. To jest pierwszy sygnał. Po chwili pojawia się pociąg ale najpierw światła odbijające się w witrynach i oknach budynków zwiastują jego nadejście.
I wreszcie wyskakuje zza zakrętu. Srebrny wagon sunie szybko ale pewnie po stalowej estakadzie i jak błyszczący sztylet przecina powietrze. Koła zgrzytają, uderzają o łączenia torów, a cały most drży, jakby był instrumentem muzycznym. Ten miks prędkości i wysokości tworzy coś na kształt industrialnego koncertu w gigantycznej fabryce zawieszonej nad ulicą. Hałas i gwar miejski milkną, bo wszystko zagłusza ta stalowa bestia. Bestia, która sprawia paradoksalne wrażenie lekkiej i zwinnej gąsienicy, z gracją poruszającej się po wyznaczonym trakcie. Niesamowicie sprzeczny jest obraz z dźwiękiem w tym momencie. Kiedy pociąg mija miejsce, w którym jesteś, powietrze lekko zasysa – czujesz przeciąg, zapach smarów, szelest papierów pod nogami.
Przez tą krótką chwilę można poddać się iluzji bycia wewnątrz planu filmowego. Zwykły przechodzień jest jednym z bohaterów opowieści. Ktoś poprawia płaszcz, ktoś biegnie po schodach na stację, ktoś inny rozmawia przez telefon. Pani z pieskiem przechodzi przez ulicę i wita się ze znajomym. Po chwili wagon znika, miasto wraca do siebie. Przez kilka sekund nadal czuć jeszcze w powietrzu ten charakterystyczny łoskot jak echo ostatniej sceny, zanim ekran zrobi się czarny. Kiedy nadchodzi wieczór światła wagonów rysują cienie na ciemnym asfalcie, a na ścianach wieżowców odbija się wyraźnie „L” wszystko wygląda jak kadr z neo-noir.
To jedna z niewielu na świecie wciąż działających sieci elektrycznych kolei nadziemnych w samym centrum dużego miasta.
The loop to również światowa kolebka drapaczy chmur. Miejsce, w którym architektura zmieniała świat, łamała zasady i pokazywała, że człowiek potrafi budować w pionie tak samo odważnie jak w poziomie. Każdy budynek tutaj opowiada inną historię, a stalowa konstrukcja kolejki jest jakby surową ramą tego architektonicznego zjawiska.
Wszystko zaczęło się po Wielkim Pożarze kiedy musiało się odbudować szybko i na wielką skalę. Potrzeba znalezienia innowacyjnych rozwiązań była ogromna i w rezultacie trzy kluczowe aspekty zmieniły architekturę świata. Są to szkielet stalowy, windy bezpieczeństwa Otisa i pomysł, żeby przestać bać się wysokości.
W The Loop powstał pierwszy na świecie budynek, który dziś uznaje się za rzeczywistego przodka drapaczy chmur. To Home Insurance Building (1885). Dziś już nie istnieje, ale jego duch wciąż jest obecny w ulicach tej dzielnicy.
Na przestrzeni lat, podczas odbudowy miasta a potem jego modernizacji i rozwoju zrodziły się cztery główne style architektoniczne.
- Szkoła Chicagowska czyli początek wszystkiego
Wtedy wzniesiona została pierwsza fala wieżowców. Solidna, geometryczna, mocno zakotwiczona w gruncie. To czas kiedy powstały proste, pudełkowate budynki z dużymi oknami i stalowym szkieletem. Najbardziej znani reprezentanci to:
- Monadnock Building (1891), ostatni gigant zbudowany metodą „murów nośnych”. Jego ściany u podstawy mają ponad pół metra grubości. Architektura surowa, monumentalna i piękna w swojej prostocie.
- Reliance Building, jeden z pierwszych przeszklonych biurowców, prekursor całej nowej epoki.
2. Art Deco czyli złota era elegancji
Przypadł na lata 20 i 30-te kiedy Chicago rosło w górę jak na drożdżach. Teatralny, dynamiczny i elegancki styl łączy geometrię, symetrię i dekorację, tworząc architekturę, która jest jednocześnie nowoczesna i ozdobna. To okres kiedy używano luksusowych surowców jak marmur, granit, metal i szkło, w kontrastowych zestawieniach. Budynki były bogato ozdabiane w charakterystyczne detale. Często pojawiają się motywy słońca, skrzydeł, promieni, wzory roślinne i zwierzęce… Używane do ich wykonania chrom, mosiądz i złoto były dodatkowo polerowane by wzmocnić efekt.
Najdoskonalszym odzwierciedleniem stylu są:
- Chicago Board of Trade, piętrzący się, strzelisty , rzeźbiony jak kryształ.
- Carbide & Carbon Building z ciemną, zielono-czarną wieżą zakończoną koroną złotych ornamentów. Wygląda jak gigantyczna butelka szampana i o to był celowy zamysł. Luksus, przepych i elegancja, takie były główne założenia.
3. Modernizm czyli epoka szklanych kostek
Po przesyconych latach 30-tych, w połowie XX wieku do Chicago przybył Mies van der Rohe, który wprowadził absolutną prostotę i szlachetny minimalizm. Swoje projekty wyposażył w stalowe kratownice, szklane elewacje i perfekcyjne proporcje. Natomiast uznał, że zdobienia, detale i ornamenty są absolutnie zbędne. To nic innego jak odzwierciedlenie filozofii ‚mniej znaczy więcej’. Godnymi reprezentantami tej prostoty w założeniu i realizacji są:
- Chicago Federal Center. W skład całego kompleksu wchodzą: Everett McKinley Dirksen United States Courthouse, John C. Kluczynski Federal Building, U.S. Post Office Building oraz słynna czerwona rzeźba Flamingo Alexandra Caldera.
- Richard J. Daley Center, rozpoznawalny praktycznie w każdym filmie o Chicago.
- One Prudential Plaza
- Willis Tower (dawniej Sears Tower)
4. Postmodernizm i współczesność czyli zabawa formą
Od lat 80. architekci znów zaczęli eksperymentować. Powstawały budowle pełne form zabawnych, monumentalnych, teatralnych i symbolicznych. Wyraźnie widoczne jest odejście od minimalistycznych surowych bloków modernizmu na rzecz symboli, nawiązań historycznych. A przy okazji humoru i nie rzadko „puszczenia oka” . Wyraźnie zaznaczone są korony budynków, szczyty i łuki. Mocno widoczny jest eklektyzm i zabawa kolorem. Czerwienie, zielenie, pasy, motywy graficzne łączone są z elementami klasyki, modernizmu, czasem nawet baroku, ale w stylu późnego XX wieku. Budynki często wyglądają jak scenografie do filmu. Największymi reprezentantami stylu są:
- Harold Washington Library Center (1991) z czerwono-rdzawą fasadą, zdobioną w ogromne, zielono, metalowe „akantowe liście” i sowy na dachu. Wygląda jak monumentalny, ozdobny pałac biblioteczny w środku nowoczesnej metropolii. Postmodernizm w najczystszej, „rozgadanej” formie.
- James R. Thompson Center (1985). Ten z kolei to manifest epoki. Wyróżnia go szklana, półkolista elewacja, geometryczne linie, pasy, kolory. Wszystko tworzy futurystyczny klimat rodem z filmów science-fiction z lat 80.
- Chicago Title & Trust Center (1992)
- 190 South LaSalle (1987).
- Stalowa kolejka „L” jest również traktowana jako element architektoniczny. Chociaż głównym powodem jej powstania była czysta infrastruktura, jednak z czasem stała się częścią architektury The Loop. Estakada tworzy stalowy portal nad ulicami. Nadaje okolicy rytm, strukturę i wizualny porządek. To jeden z najważniejszych elementów „scenografii” tej części miasta. Brutalny, industrialny, a jednocześnie piękny. Ta dzielnica, pełna jest kontrastów i sprzeczności. Tutaj obok wieży z czarnego szkła stoi XIX-wieczny ceglany budynek, gotycka fasada sąsiaduje z modernistyczną kostką a stare szyldy odbijają się w nowoczesnych elewacjach. Wszystko to jest jest oplecione stalą kolejki nad głową. Gdzie indziej wyglądałyby to chaotycznie i przypadkowo, ale w Chicago ten obraz tworzy harmonijną i fotogeniczną perspektywę spójną jak nigdzie indziej na świecie.
Chicago współcześnie wieżowce, design i panorama XXI wieku
Choć Chicago kojarzy się przede wszystkim z początkami drapaczy chmur i architekturą przełomu XIX i XX wieku, współczesne miasto wciąż wyznacza kierunki urbanistycznych trendów. Skyline Chicago, rozciągający się wzdłuż jeziora Michigan i rzeki Chicago, jest dziś jednym z najbardziej rozpoznawalnych na świecie. Wysokie, smukłe konstrukcje ze szkła i stali odbijają błękit jeziora, a nocą tworzą spektakularną scenerię pełną światła i energii.
Jednym z przedstawicieli architektury nowoczesnej i charakterystycznym punktem panoramy jest Trump International Hotel & Tower, ukończony w 2009 roku. Budynek zaprojektowany przez Adriana Smitha (tego samego architekta, który stworzył Burdż Chalifa w Dubaju) wznosi się na 423 metry z iglicą, co czyni go drugim, po Willis Tower, najwyższym budynkiem w Chicago.
Wieża stoi tuż nad brzegiem Chicago River, w samym sercu centrum (The Loop), i wyróżnia się elegancką, opływową bryłą ze szkła. W dolnych kondygnacjach mieści się luksusowy hotel, a wyżej apartamenty z widokiem na jezioro Michigan. Z tarasów restauracji „Terrace 16” rozciąga się urzekająca panorama rzeki otoczonej modernistycznymi wieżowcami i historycznymi mostami.
Choć sama nazwa budynku wzbudzała przez lata kontrowersje, Trump Tower pozostaje ważnym elementem współczesnej panoramy Chicago, symbolem epoki szkła i nieustannego rozwoju konstrukcji i form w XXI wieku.
Chicago to również miejsce, gdzie znalazło się miejsce na kobiecą wizję architektury oraz połączenie artyzmu z ekologią. Najlepszym przykładem jest Aqua Tower, zaprojektowana przez Jeanne Gang, jedną z najwybitniejszych współczesnych architektek. Jej falista elewacja przypomina ruch wody na powierzchni jeziora Michigan i zmienia się w zależności od światła dnia. Budowla zdobyła dziesiątki nagród za zrównoważone rozwiązania i nowatorski design. Konstrukcja udowadnia, że Chicago wciąż potrafi być pionierem w światowej architekturze. W bezpośrednim sąsiedztwie są też kolejne ‚naj’. Jest to St. Regis Tower, najwyższy budynek świata zaprojektowany przez kobietę.
Miasto w wyniku przemian i modernizacji z czasem zaczęło ukazywać swoje nowe oblicze. West Loop i Fulton Market, niegdyś przemysłowe dzielnice, przeszły spektakularną metamorfozę. Tam, gdzie kiedyś stały magazyny i zakłady mięsne, dziś mieszczą się modne restauracje, lofty, galerie sztuki i przestrzenie coworkingowe. Jest bardzo hipstersko i designersko.
Myślę, że nawet obsługa jest dobierana wg odpowiedniego klucza, bo kelnerzy i kelnerki wyglądają jak prosto wyjęci z okładek Vogue czy Harper’s Bazaar . To właśnie tu znajduje się kulinarne centrum. Począwszy od nowoczesnych barów po słynne restauracje z gwiazdkami Michelin. Chicago, które kiedyś było miastem przemysłu i dymiących kominów, dziś stało się miastem kreatywności, designu i stylu życia.
Chicago Riverwalk i rejs architektoniczny
Mając do dyspozycji taką różnorodność stylów i nurtów warto też wybrać się na rejs architektoniczny po rzece. Przewodnicy opowiadają tu o budynkach, które zmieniły światową architekturę: Marina City, Tribune Tower, Wrigley Building czy wieżowce Miesa van der Rohe. Natomiast ważne jest, by dobrze wybrać operatora. Niektóre agencje oferują prawie 2 godziny pływania ale dużą część czasu zajmuje wyjście z Navy Pier. Moim zdaniem warto zdecydować się na te, które swój tour zaczynają przy Riverwalk ponieważ cały rejs jest poświęcony architekturze i opowiadaniu o poszczególnych budynkach.
Rzeka Chicago to kręgosłup miasta. A jednym z najpiękniejszych współczesnych osiągnięć urbanistycznych jest promenada wzdłuż rzeki, Riverwalk. To ciągnąca się kilka kilometrów przestrzeń, która jeszcze 20 lat temu była niedostępna dla mieszkańców. Dziś to miejsce spacerów, spotkań, rejsów statkami i rowerowych przejażdżek. Usiane licznymi kawiarniami, galeriami i nowoczesnymi instalacjami artystycznymi. Również tutaj najlepiej widać całą różnorodność miejskiej zabudowy.
Nie można pominąć tutaj mostów, które jak silne ramiona spinają dwa brzegi miasta w spójną całość. Jest ich ponad dwadzieścia i od przeszło stu lat są nieodłącznym elementem krajobrazu. Każdy z nich to małe dzieło inżynierii. Większość to tzw. bascule bridges czyli mosty zwodzone, które podnoszą się, umożliwiając przepływ statków i barek. Część z nich wciąż otwierana jest ręcznie przez specjalnych operatorów mostowych.
Najbardziej charakterystyczne z nich – DuSable Bridge (Michigan Avenue Bridge), Wells Street Bridge, Clark Street Bridge czy LaSalle Street Bridge. Tworzą prawdziwą galerię stalowej architektury. Każdy z nich ma własny rytm, kolor, proporcje.
Szczególnie magiczny jest moment, gdy unoszą się jeden po drugim, by przepuścić flotyllę jachtów migrujących między jeziorem Michigan a mariną. Wtedy miasto na chwile staje a stalowe skrzydła unoszące się nad błękitem wody. Wszystko wygląda jak zaplanowana choreografia.
Ciekawym jest również to, że właśnie tutaj miała miejsce jedna z najśmielszych operacji inżynieryjnych w dziejach. W 1900 roku, by zapobiec skażeniu wód jeziora Michigan, inżynierowie odwrócili bieg rzeki Chicago. Zamiast wpływać do jeziora, spowodowali, że zaczęła płynąć w przeciwną stronę, do systemu rzecznych dopływów Mississippi. Operacja wymagała przekopania kanałów, zastosowania nowatorskich śluz i odwrócenia naturalnego spadku terenu. W konsekwencji, zamiast być źródłem problemów i zalewać miasto, rzeka stała się osią życia miasta, przyciąga spacerowiczów, restauracje i turystów.
Kolejną ciekawostką, fakt, że każdego roku, 17 marca, w Dzień Świętego Patryka, woda… barwiona jest na intensywnie zielony kolor. To tradycja sięgająca lat 60-tych, symbolizuje dumę irlandzkiej społeczności Chicago. Barwnik jest ekologiczny, a sam rytuał przyciąga tłumy
Millennium Park i jego perełki.
To miejsce, które symbolizuje współczesne Chicago – zielony park pośrodku centrum, gdzie sztuka spotyka się z miejskim życiem.
Największą gwiazdą jest Cloud Gate znane powszechnie jako The Bean czyli „Fasola”. Stworzył je Anish Kapoor, brytyjski artysta pochodzenia indyjskiego, który marzył o rzeźbie, w której miasto mogłoby zobaczyć samo siebie. Inspiracją była kropla rtęci, idealnie gładka, lustrzana i organiczna w formie.
Fasolka ma ponad 20 metrów długości, 13 metrów szerokości i 10 metrów wysokości. Waży aż 110 ton i została wykonana z 168 stalowych paneli, których łączenia są tak dokładnie wypolerowane, że są niewidoczne gołym okiem.
Cała powierzchnia lśni niczym tafla kryształowego lustra. Odbija panoramę budynków, błękit nieba i ludzi spacerujących po placu.
Wnętrze konstrukcji wypełnia stalowy szkielet z setkami belek i wsporników, które równomiernie rozkładają ciężar. Efekt końcowy jest zaskakujący. To czyste złudzenie lekkości. Potężna bryła, a wygląda, jakby unosiła się tuż nad ziemią.
Z kolei pod nią, jakby we wnętrzu, znajduje się „omphalos”, czyli pusta przestrzeń przypominająca sklepienie. To jest miejsce, gdzie odbicia łączą się w kalejdoskopowy wir. Ludzie wchodzą tam, by robić zdjęcia, dotykać jej powierzchni, wirować i patrzeć w górę. Efekt jest trochę futurystyczny, a trochę przypomina dziecięcą zabawkę. Multiplikowana postać odbija się, załamuje i mnoży w zależności od tego, gdzie zatrzymasz wzrok. Taka interakcja była właśnie celem artysty. Chciał stworzyć coś, co będzie „otwarte, dostępne i odzwierciedlające miasto takim, jakim jest naprawdę”.
I osiągnął swój cel. Cloud Gate jest dzisiaj jednym z najbardziej rozpoznawalnych punktów Chicago. Tysiące ludzi przychodzi by zrobić zdjęcie, nowożeńcy chcą właśnie tam mieć swoje sesje ślubne a w noc sylwestrową witają nowy rok przeglądając się w tej gładkiej kuli. Żeby zrobić zdjęcia bez tłumów w tle i uchwycić piękno tej instalacji zastosowałam stary sposób. Przyszłam tam chwilę po 6.00 rano. Myślałam, że będę jedyna, ale kilku zdeterminowanych turystów również wpadło na ten sam pomysł. Nie mniej udało mi się wyłapać te chwile, kiedy nikogo akurat nie miałam w kadrze i uwiecznić fasolkę o świcie. Robi na prawdę niesamowite wrażenie.
Zaledwie kilka kroków dalej, znajduje się inna ikoniczna instalacja. Równie nowoczesna, ale zupełnie inna w wyrazie. To Crown Fountain autorstwa hiszpańskiego artysty Jaume Plensy.
Jest połączeniem technologii, wody i portretu. Składa się z dwóch wysokich wież ze szkła i cegły, ustawionych naprzeciwko siebie po obu stronach płytkiego basenu o długości 70 metrów.
Każda z wież ma 15 metrów wysokości i działa jak ekran LED, na którym wyświetlane są twarze dzieci, seniorów, ludzie różnych ras i zawodów. To są autentyczni mieszkańcy Chicago wybrani spośród ponad tysiąca chętnych. W ten sposób twórca chciał pokazać różnorodność i wspólnotę. Woda z kolei symbolizuje oczyszczenie i przepływ, a fakt, że każdy może wejść do płytkiej tafli i bawić się w niej, podkreśla demokratyczny, otwarty charakter tej instalacji.
Kilka minut spacerem, nieopodal znajduje się Jay Pritzker Pavilion. To sala koncertowa pod gołym niebem. Wygląda jak potężna, błyszcząca rzeźba z falujących tafli stali nierdzewnej, które rozchylają się niczym płatki futurystycznego kwiatu. Jest dziełem światowej sławy architekta Franka Gehry’ego, tego samego, który zaprojektował m.in. Muzeum Guggenheima w Bilbao. Został tak zbudowany by łączył nowoczesną estetykę z doskonałą akustyką. Scena, wykonana z falujących płyt stalowych, działa jak gigantyczny reflektor dźwięku, odbijając go w stronę publiczności.
Nad widownią rozciąga się imponująca stalowa kratownica przypominająca pajęczą sieć. To konstrukcja, na której zawieszony jest system nagłośnienia niebagatelnej jakości. Podczas prób akustycznych inżynierowie przez kilka dni testowali dźwięk z pomocą specjalnych mikrofonów rozmieszczonych na trawie, by uzyskać idealny balans między sceną a otwartą przestrzenią. Dzięki temu nawet siedząc na trawie 100 metrów dalej, można usłyszeć muzykę w krystalicznie czystej formie.
Z założenia miał być to amfiteatr dla wszystkich. Miejsce, gdzie światowej klasy muzyka klasyczna, jazz czy rock spotykają się z publicznością zupełnie za darmo. I dokładnie tak się stało. Latem niemal codziennie odbywają się tu koncerty, występy i festiwale, a wiele z nich jest bezpłatnych dla mieszkańców i turystów.
Z przodu znajdują się kilka rzędów stałych siedzeń. Natomiast za nimi, rozpościera się ogromny trawnik zwany ‚The Great Lawn’. Mieszkańcy przychodzą tu z kocami, koszami piknikowymi i winem, by słuchać koncertów pod gwiazdami. W ciepłe letnie wieczory na trawie potrafi się zebrać nawet 10 tysięcy osób, a atmosfera przypomina połączenie pikniku i koncertu.
Mijając Pritzker Pavilion, dalej dochodzimy do BP Bridge. Ta elegancka, falująca kładka piesza łącząca Millennium Park z Maggie Daley Park to kolejny projekt Franka Gehry’ego, który stworzył ją równolegle z Jay Pritzker Pavilion. Projektantowi zależało na stworzeniu mostu, który będzie miękki, płynny, organiczny, jakby wyrastał z krajobrazu parku. Cała zewnętrzna powierzchnia pokryta jest blachą ze stali nierdzewnej, ułożoną w łuskowatych płytkach. Z góry wygląda jak srebrna wstęga. Dzięki temu most błyszczy i zmienia wygląd w zależności od światła. Rano lśni chłodnym srebrem, a po południu ociepla się pomarańczowymi refleksami słońca. Z kolei wieczorem odbija miliony świateł okolicznych wieżowców i czerwony fiolet nieba o zachodzie. Ma aż 285 metrów i przypomina falę albo wijącego się węża. Ten kształt nie jest przypadkowy pełni bowiem również funkcję akustyczną. Jego zakrzywiona forma jest barierą dźwiękową, która osłania trawnik przy Jay Pritzker Pavilion od hałasu ruchliwej Columbus Drive.
Warto wiedzieć, że cały Park Millennium choć wygląda jak otwarta przestrzeń publiczna, nie jest „zwykłym” parkiem miejskim, tylko terenem zarządzanym przez miasto i specjalny zarząd „Millennium Park Foundation”. Dlatego obowiązują tam ściśle określone zasady oraz godziny otwarcia – od 6:00 do 23:00. Powodów jest kilka, pierwszy to bezpieczeństwo. Po zmroku, zwłaszcza w centrum dużego miasta, wzrasta ryzyko wypadków i drobnych incydentów.
Zamknięcie parku nocą pozwala ograniczyć nielegalne zgromadzenia i wandalizm, chronić rzeźby i instalacje (takie jak Cloud Gate czy Crown Fountain) przed uszkodzeniami oraz zapewnić spokojną pracę służbom porządkowym. Szczególnie Crown Fountain wymaga regularnego czyszczenia i kontroli systemu wodnego, co jest trudne do zrobienia w ciągu dnia, gdy bawią się tam tłumy. Wyjątkiem oczywiście są koncerty i wydarzenia.
Grant Park
Na południe od Millennium Park rozciąga się Grant Park, często nazywany „ogrodem Chicago”. Kolejna, ogromna przestrzeń zieleni rozciąga się między wysokimi wieżowcami a szerokim jeziorem Michigan. Tu zwalnia tempo miasta, jakby ktoś wyciszył dźwięk, wstrzymał ruch i zostawił tylko szelest liści, śmiech spacerujących ludzi i delikatny szum fontanny.
Najbardziej charakterystyczny punkt to Buckingham Fountain. Z daleka wygląda jak ogromna, wielowarstwowa misa z różowo-beżowego kamienia Georgia Pink. Gdy podchodzisz bliżej, kształt zaczyna przypominać kwitnący kwiat. Woda spływa po nim jak po płatkach, tworząc delikatne zasłony i migotliwe refleksy. Wieczorem, gdy zapalają się światła, cała konstrukcja zamienia się w ogromną iluminację. Kolory zmieniają się i przenikają powoli, błękit, fiolet, czerwień, złoto a woda wygląda jak szkło podświetlone od środka.
Fontanna została zaprojektowana tak, by symbolizowała jezioro Michigan, a cztery grupy rzeźbionych koni wokół niej mają przedstawiać cztery stany otaczające jezioro: Illinois, Wisconsin, Michigan i Indiana.
Ale Grant Park to nie tylko fontanna. To rozłożyste aleje pełne roślin, ciche zakątki, w których można usiąść z kawą, szerokie trawniki idealne na piknik i ścieżki prowadzące prosto nad jezioro. To miejsce, gdzie miasto oddycha. Widać to w weekendy, kiedy poranne światło leniwie kładzie się na trawnikach, a biegacze mijają się ze spacerowiczami, jakby wszyscy po długim tygodniu przyszli naładować swoje baterie. To tu odbywają się najważniejsze wydarzenia miasta: od maratonu po festiwal Lollapalooza.
Museum Campus
Na skraju Grant Park znajduje się Museum Campus, kompleks trzech wielkich muzeów, otoczonych widokiem na jezioro:
Field Museum of Natural History, jedno z największych muzeów historii naturalnej na świecie. Wygląda jak starożytna świątynia. Monumentalne kolumny i schody sprawiają, że czujesz się, jakbyś szedł do muzeum Egiptu, a nie do miejsca, gdzie mieszka „Sue”, najsłynniejszy szkielet T. rexa na świecie.
Shedd Aquarium – świat mórz i oceanów, w zasięgu wzroku. Otworzono je w 1930 roku i wtedy było największym akwarium z wodą morską na Ziemi. Dziś to ogromna, nowoczesna instytucja naukowa. W centralnym zbiorniku pływają żółwie, płaszczki, rekiny i setki tropikalnych ryb. Co jakiś czas nurkowie robią pokazy karmienia. Wokół za szybą jest ogromna przestrzeń stylizowana na rafę koralową. Można podejść do szyb praktycznie twarzą w twarz z rekinami. Światło, kolory i głębia robią niesamowite wrażenie.
Adler Planetarium – najstarsze planetarium w USA, z piękną panoramą miasta w tle. To jedno z najlepszych miejsc, by zobaczyć całe miasto, od Tower po brzegi jeziora. Wygląda jak samotna, futurystyczna latarnia wychodząca w jezioro, która na dodatek w nocy świeci. Centralny budynek ma klasyczną, sześciokątną bryłę i dużą kopułę, pod którą odbywają się pokazy nieba, gwiazdozbiorów i kosmicznych zjawisk. Można tu zobaczyć meteoryty, modele statków kosmicznych, archiwalne teleskopy, interaktywne ekspozycje o Układzie Słonecznym i misjach NASA.
Navy Pier, zabawa i widoki
Położony nad jeziorem Navy Pier jest jedną z turystycznych atrakcji, ale i uroczym miejscem do spędzenia czasu. Został otwarty w 1916 roku i pierwotnie służył jako miejsce cumowania łodzi i magazyn przemysłowy. Ciągnie się na długość 1 km w głąb jeziora, w dzielnicy Streeterville, i stamtąd rownież rozpościera się widok na skyline Chicago. Podstawowym przeznaczeniem jest transport wodny. Znajdują się tam przystanie dla statków turystycznych i wycieczkowych po jeziorze Michigan. Pełni też funkcję rozrywkową. Już z oddali widoczny jest Diabelski młyn Centennial Wheel, jeden z symboli Navy Pier, z który oferuje zniewalający widok na panoramę miasta i jeziora. Tam zlokalizowane są też liczne restauracje, kawiarnie i food court, oferujące kuchnie z całego świata. Poza tym mnóstwo sklepów z pamiątkami i butiki. Po Grant Parku to drugie miejsce, gdzie odbywają się koncerty, lokalne festiwale, pokazy sztucznych ogni i sezonowe jarmarki.
Art Institute of Chicago
Art Institute of Chicago to jedno z najważniejszych muzeów sztuki w USA i obowiązkowy punkt dla każdego miłośnika kultury. Kolekcja zawiera ponad 300 000 dzieł sztuki, od starożytności po współczesność. Najbardziej znane obrazy American Gothic Granta Wooda, Nighthawks Edwarda Hoppera czy A Sunday on La Grande Jatte Georges’a Seurata – arcydzieło impresjonizmu. Poza tym zbiory specjalne, malarstwo europejskie, amerykańskie, azjatyckie, afrykańskie, rzeźba, tekstylia, sztuka nowoczesna i współczesna.
Chicago z lotu ptaka – 360 Chicago i Skydeck
Nie można mówić o współczesnym Chicago bez wspomnienia Willis Tower (dawniej Sears Tower) i 360 Chicago w budynku John Hancock Center.
Kilka słów na temat dlaczego zmieniona została nazwa budynku. Otóż Kiedy Sears Tower została ukończona w 1973 roku, była najwyższym budynkiem świata (aż do 1998 roku, gdy powstały Petronas Towers w Kuala Lumpur).
Zaprojektowana przez Bruce’a Grahama i inżyniera Fazlura Rahmana, wieża miała być nową siedzibą dla Sears, Roebuck & Co., jednej z największych firm handlowych w USA. Sears w tamtych czasach był gigantem sprzedaży wysyłkowej. Kimś w rodzaju dzisiejszego Amazona. Budowla była symbolem potęgi firmy i jej znaczenia w amerykańskiej gospodarce. Niejako pomnikiem przedsiębiorczości i postępu.
W latach 90. Sears przeniósł swoją siedzibę na przedmieścia, do Hoffman Estates, a sama wieża zaczęła przechodzić z rąk do rąk.
W 2004 roku budynek został kupiony przez firmę Metropolitan Life Insurance, a następnie sprzedany grupie inwestycyjnej Willis Group Holdings, międzynarodowemu brokerowi ubezpieczeniowemu z siedzibą w Londynie.
Kiedy Willis Group w 2009 roku podpisała umowę najmu części powierzchni biurowej, w ramach kontraktu uzyskała prawa do nazwy budynku. I tak oto, Sears Tower stała się oficjalnie Willis Tower. Mieszkańcy przyjęli zmianę z dużym oporem i nostalgią. Dla wielu z nich „Sears Tower” to nie tylko nazwa, ale część historii miasta, symbol ery, w której Chicago znowu stało się liderem światowej architektury. Do dziś ogromna część mieszkańców, przewodników, a nawet niektórych lokalnych map używa starej nazwy.
To również obowiązkowy punkt dla turystów, Skydeck na 103 piętrze. Oferuje widok na cztery stany: Illinois, Wisconsin, Indianę i Michigan. Przeszklone „pudełka” (The Ledge) wysunięte poza fasadę wieżowca pozwalają stanąć „w powietrzu” nad miastem. To jeden z najbardziej emocjonujących punktów widokowych na świecie. Chociaż przyznam szczerze, po wizycie na wszystkich tarasach widokowych w NY, dostępnych dla zwiedzających, nie zrobiło to a mnie wielkiego wrażenia. Ale widziałam, że dla niektórych to było bardzo duże przeżycie, kiedy patrząc w dół pod stopami mieli dachy budynków i krony drzew jakieś kilkaset metrów niżej.
Oprócz Skydeck w Willis Tower, wspaniały widok oferuje też 360 Chicago Observation Deck w wieżowcu John Hancock Center. Taras znajduje się tu na 94. piętrze, a atrakcją jest „Tilt” – platforma, która powoli przechyla się nad krawędź budynku, dając uczucie lewitowania nad miastem.
Stąd widać całe jezioro Michigan, a przy dobrej pogodzie aż po stan Wisconsin.
Dzielnice z charakterem
Chicago to nie tylko The Loop i Michigan Avenue . Warto wyjść poza centrum, powłóczyć się po dzielnicach nieco poza downtown.
- Wicker Park i Bucktown – modne, artystyczne dzielnice pełne galerii, kawiarni i butików,
- Pilsen – barwna latynoska dzielnica z muralami i fantastycznym jedzeniem,
- Hyde Park – elegancka okolica z University of Chicago i domem Baracka Obamy,
- Andersonville i Lincoln Square – dzielnice z europejskim klimatem, pełne małych sklepików i restauracji.
- Chicago Chinatown lub South Side Chinatown – chińska dzielnica w południowej części miasta, w okolicy Cermak Road i Wentworth Avenue.
- Little Italy, położona na Near West Side. Sercem dzielnicy jest Taylor Street. Kiedyś tętniła życiem dzięki włoskim imigrantom, dziś nadal są tu znane trattorie i pizerie i enoteca.
Lakefront Trail i plaże nad Michigan
Mało kto wie, że Chicago ma… plaże!
Wzdłuż jeziora ciągnie się 29-kilometrowa trasa pieszo-rowerowa Lakefront Trail, z której można podziwiać panoramę miasta. Najpopularniejsze plaże to Oak Street Beach i North Avenue Beach, latem pełne ludzi a zimą idealne miejsce na spacer.






















































































































































