USA

Chicago, pierwsze wrażenia i emocje z Wietrznego Miasta

Chicago, to było kolejne miasto w US, które postanowiłam zobaczyć po Nowym Jorku. Pierwsza rzecz, która przyszła mi do głowy to jak wypadnie porównanie. W NY było  wszystko, skrajne doznania, emocje i nieustanna adrenalina. Byłam bardzo ciekawa jak na to odpowie Chicago, nie raz słyszałam, że jest równie ekscytujące. Trochę się obawiałam tej konfrontacji, czy mnie zachwyci albo chociaż zaskoczy?

   Przyleciałam wrześniowym południem sądząc, że 8 dni to więcej niż trzeba by je zgłębić i poczuć jego klimat. Pomyślałam, że niespiesznie będę przemierzać ulice, zaglądać z zaułki i chłonąć atmosferę. 

Jeszcze tego samego dnia, pełna energii mimo długiego lotu wybrałam się na ( jak założyłam ) krótki spacer, nieopodal hotelu. Wystarczyło, że minęłam kilka bloków i weszłam do Milenium Park. Natychmiast zrozumiałam, że przepadłam i to nie będzie leniwa, spokojna i beznamiętna wizyta.

Pierwsze wrażenia

Chicago przywitało mnie jak stary znajomy, z rozmachem, uśmiechem przenikającym w popołudniowym słońcu i ciepłem. Zarówno w temperaturze jak i ogólnym wrażeniu. Już od pierwszych chwil poczułam, że to miejsce żyje własnym rytmem, potężnym, miejskim, ale nieprzytłaczającym. To przestrzeń, w której stalowe wieżowce odbijają błękit nieba, tafla rzeki wibruje stalą i szkłem. Chicagowski wiatr znad jeziora Michigan, świszcząc między wąsko posadowionymi drapaczami chmur  zdaje się opowiadać historie ludzi, którzy budowali to miasto z marzeń, odwagi, uporu i zgliszcz.

Chicago ma w sobie coś surowego ale pięknego zarazem. Nie jest tak rozgorączkowany jak Nowy Jork, który ma czasami ciemną duszę, wielkie serce i ogromny ładunek emocjonalnego haju. Tutaj, w panoramie miasta widać historię walki z żywiołami, odbudowy po pożarze, odradzania się na nowo. Pełne jest wysokości, przestrzeni i kontrastów. Z jednej strony majestatyczne i rozświetlone drapacze chmur. Z drugiej rozległe parki, tonące w zieleni, plaże i promenady ciągnące się wzdłuż jeziora. Czasami w szklanych fasadach budynków odbijają się maszty i żagle łodzi  cumujących w marinie. To niezwykłe połączenie natury i metropolii sprawia, że w jednej chwili można poczuć się tu częścią ogromnego rozedrganego świata, a za chwilę znaleźć spokój i ukojenie nad wodą wśród biegaczy, surferów i rowerzystów.

Atmosfera miasta

Miasto uruchamia wszystkie zmysły. Z każdego rogu sączy się jazz, blues lub dobiegająca rozmowa w dziesiątkach języków. Tą harmonię często przecina ostry i głośny dźwięk syren, który przenika do samego jądra mózgu. Pędzące wozy strażackie, czy policyjne radiowozy przypominają o żywej tkance, o tym, że nieustannie coś się dzieje. 

Zapach, z jednej strony unoszą się tu aromaty od włoskich trattorii po bary serwujące klasyczną chicagowską pizzę na grubym, maślanym cieście. Niestety, w te przyjemne dla zmysłu wonie często wdzierają zapachy bezdomności, beznadziei i samotności zawiniętej w kartonowe kołdry. 

Kolor, tutaj wszystko jest żywe. Czerwień cegieł starych budynków, srebro stali, błękit nieba, zieleń parków i złoto zachodzącego słońca, które wdzięczy się i  przegląda w lustrach wieżowców. Rysunek kamienic odbijających się o świcie w gigantycznej lśniącej fasolce ( The Bean ) i cisza śpiącej jeszcze metropolii. Tak ten obraz pozostanie mi w pamięci na długo. 

Natomiast najbardziej chyba wyjątkowe jest to, że Chicago mimo swojego rozmachu, pozostaje bardzo ludzkie, sprawia wrażenie kumpla z sąsiedztwa. Jest kompaktowe i intuicyjne w poruszaniu się. Nie sposób tu zabłądzić, komunikacyjnie bardzo dobrze spięte i dzięki temu łatwe w eksploracji.

Nie stara się przypodobać, nie uwodzi atrakcjami. Nie potrzebuje tego, pokazuje swoją siłę w drobiazgach. W brzmieniu saksofonu dobiegającym z baru w bocznej uliczce, w zapachu kawy o świcie, w ciszy na pomoście, kiedy woda jeziora delikatnie kołysze łodzią czy tysiącu słów wypływających z  gwarnych kawiarni przy promenadzie . 

To doświadczenie pełne emocji, kontrastów i historii, która, po jej zgłębieniu pozostanie w myślach  jeszcze przez długi czas po tym, jak ostatni raz patrzysz  na jego horyzont.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *