
Magia zakupów w Nowym Jorku
Bloomingdale’s i Macys
Będąc w Nowym Jorku nie da się uniknąć i nie poddać magii zakupów. Szczególnie my kobiety, mamy głowie mnóstwo kadrów filmowych kiedy bohaterka w ekstazą na twarzy przechadza się 5 th Avenue. Na odpowiednio wysuniętym przedramieniu wisi gigantyczna torba z równie okazałych rozmiarów logiem Dior, CHANEL, czy Prada. W drugiej ręce telefon przez który z detalami opisuje psiapsi co właśnie upolowała. A jeżeli z jakiegoś na prawdę ważnego ( hmm, chyba tylko śmierć ją tłumaczy ) powodu BFF ( best friend forever ) nie odebrała, wtedy druga dłoń dzierży kubek z ekologicznej, enty już raz odzyskanej celulozy, pełen jeszcze bardziej organic, nutritious raw i vege matcha latte czy spiruliny w wyważony sposób połączonej z nori lub innym kombu. Nie ważne, że to wygląda i smakuje jak błoto, ale ileż w tym trendu i szyku.
Zatem i my pewnego pięknego dnia uznałyśmy, że nic, trudno, najwyżej do końca roku, jeżeli nie zlicytuje nas komornik to będziemy żywić się perzem spod płota i glonami z akwarium sąsiada. Też będzie raw i organic. Natomiast nadszedł ten dzień kiedy wszystkie logiczne przesłanki, rozum i zdrowy rozsadek zostały rozdeptane jak zabłąkany karaluch w pięciogwiazdkowym Ritz Carlton. Ogarnął nas amok całkowity. To za sprawą dwóch rozpalających wyobraźnię, pożądanie i jakże pięknie brzmiących słowach – Bloomingdales i Macy’s
To dwie znane sieci domów towarowych w całych Stanach Zjednoczonych. Tak, domów towarowych. Jak to pięknie brzmi, nie galerii handlowych, szoping centers czy jakichś tam sieciówek. Nazwy sklepów pochodzą od nazwisk założycieli a z czasem obydwie marki stały się własnością Macy’s Inc.
Te miejsca, pełne są elegancji, trendów, wytwornych sprzedających, atmosfery przepychu i szczęścia. W powietrzu unosi się zapach mody, luksusu oraz uzależniacza a w sprayu. Bo z pewnością nie da się być tutaj i nie kupić niczego. Wychodząc masz w głowie tylko jedną myśl, kiedy tu wrócę?
Te siostrzane marki dzieli tylko trzy lata od założenia. Obydwie zostały otwarte w połowie XIX w. Najpierw Macy’s w 1858 a chwilę potem Bloomingdale’s. Od początku oferowały szeroki asortyment odzieży i produktów renomowanych projektantów zarówno dla kobiet jak i mężczyzn. Były pionierami jeżeli chodzi o nowe trendy, ekskluzywne kolekcje czy innowacyjne wydarzenia promujące zakupy. Jednym z nich było wprowadzenie pierwszego sklepu z odzieżą prêt-a-porter dla mężczyzn już w latach 30-tych XX wieku.
Od tego mniej więcej czasu Maycy’s jest też głównym organizatorem parady z okazji Święta Dziękczynienia. To jedno z ważniejszych wydarzeń w kalendarzu miasta. Na początku brali w nim udział tylko pracownicy sklepu natomiast z czasem dołączyli mieszkańcy i klienci sklepów.
Flagowy sklep Bloomingdale’s mieści się przy 59th St. a z kolei główny Macy’s store jest na Herald Square. Ten drugi zajmuje powierzchnię prawie 200 000 m kwadratowych a na 10 piętrach orgii zakupowej można stracić głowę, zdrowy rozsądek a już na pewno kilka zer na koncie. Najnowsze kolekcje topowych projektantów przeplatają się z kultowymi markami jak Levi’s czy Gap, które tutaj traktowane są jak masowe. Co znaczy, że zakupy mogą robić wszyscy, nie koniecznie tylko ci z mocno zasobnym portfelem.
Ciuchy, torebki, buty, kosmetyki i perfumy – to wszystko powoduje, że nawet najbardziej zatwardziała przeciwniczka szopingu tutaj kapituluje i powiewa białą flagą z jedwabiu biegając między stoiskami. Nie bez znaczenia jest fakt, że wnętrze wraz z imponującym, misternie zdobionym atrium jest osobnym przeżyciem estetycznym.
Bloomingdale’s z kolei utrzymany jest w stylu Art Deco co już na wstępie pozwala poczuć się wyjątkowo i ekskluzywnie. Niektóre stoiska mamią oszałamiającymi zapachami najnowszych kolekcji perfum. Inne z kolei oferują butikowe czekoladki lub lampkę szampana ( no, powiedzmy Prosecco ). Sprzedawcy wyglądają jakby wyjęci z ostatniego Vogue’a. Nie są natarczywi co tym bardziej zachęca by zatrzymać się na moment przy stoisku. No i tu kończy się zdrowy rozsądek. Zniewalający wzrok i poczucie, że ten outfit jest jakby stworzony dla ciebie powodują całkowitą kapitulację. Ogarnia cię absolutne przekonanie, że jutro nie nadejdzie jak nie stanie się twój.
Wizyta w tych sklepach to doświadczenie, któremu zdecydowanie trudno się oprzeć. Swoiste ‚guilty pleasure’, które moim zdaniem jest jednak dużo bardziej pleasure niż guilty.
Pewnie trochę rozczaruję tym postem polujących na outlety i wyprzedaże. W tym temacie internety pękają w szwach i mnóstwo jest artykułów na ten temat, gdzie, co i za ile. Dla mnie podobnie jak Nowy Jork jest dostojny, pełen szyku i najnowszych trendów tak i te miejsca zasługują na uwagę. Są dopełnieniem wszystkiego co się kojarzy z tym miastem – niewymuszoną elegancją, nonszalancją i stylem.
By the way, przy Brodway 2085, Bloomingdale,s też ma swój The Outlet Store. Luksusowe stylówki i najnowocześniejsze outfity od znanych projektantów, oraz marki dostępne tylko w Bloomingdale’s. Od ubrań, butów i torebek po kosmetyki i artykuły gospodarstwa domowego a to wszystko w cenach ze znaczkiem % z przodu czyli taniej a albo dużo taniej. Można przepaść bez reszty. Dobrze, że zamykają o 20.00 bo inaczej jest ryzyko że z rozwianym włosem i obłędem w oczach ocknęłabym się gdzieś o 5.00 nad ranem zastanawiając się czy przymierzyć jeszcze tą 41 sukienkę.

