Nowy Jork

Pozostałe miejsca bez których wizyta w NYC byłaby niepełna 

W tym poście umieszczam wszystkie miejsca, bez których wizyta w NY byłaby niepełna. Absolutnie ważne, warte i kluczowe aby mieć poczucie turystycznego spełnienia siedząc w samolocie w drodze powrotnej. Wyjątkowo na początku wstawiam spis treści, o czym tu można przeczytać. Jest dość rozległy, zatem by ‚na skróty’ dotrzeć do właściwego można posiłkować się legendą.

  • Nowojorskie Metro
  • Grand Central Terminal
  • Biblioteka Publiczna
  • Flatiron Building
  • Little Island
  • Chelsea Market
  • Statue of Liberty

Nowojorskie Metro

Nowojorskie metro zasługuje na osobny post nie tylko ze względu na swój rozmiar i zasięg. To jeden z najwiekszych i najstarszych środków transportu na świecie, ale też zjawisko socjologiczne, kulturowo zintegrowane z miastem. To odzwierciedlenie w pigułce czym jest Nowy Jork, z jego dynamiką, różnorodnością i tożsamością. Otwarte zostało w 1904 r i to plasuje go na 7 miejscu na świecie. Natomiast pod kątem ilości linii i stacji jest w czołówce.

W najwyższym sezonie turystycznym dziennie przewozi blisko 6 mln pasażerów. Działa przez 24h/dobę, 7 dni w tygodniu. Składa się z 27 linii i 472 stacji.  Całkowita długość sieci wynosi prawie 400 km, a łączna długość torów ponad 1100 km. Pierwsza linia, Ninth Av Line łączyła Manhattan z Bronxem i działała do 1958 roku. Potem przekształcono ją w Linię 1. Jest jedną z nielicznych, która na pewnym odcinku przebiega ponad poziomem ulicy. Natomiast najczęściej uczęszczaną stacją jest oczywiście Times Square. Wszystkie praktyczne informacje o tym jak się poruszać, płacić za przejazdy i tym podobne znajdziecie w poście „Praktyczne informacje i wskazówki”.

Nowojorskie metro prze lata przechodziło różne modernizacje i przeobrażenia tras, w konsekwencji niektóre z nich wyłączono z ruchu. Z powodu niskiej liczby pasażerów ( czy to w ogóle możliwe ? ) w 1945 została zamknięta działająca od początku stacja City Hall. Wybudowana w tym samym stylu co Flatiron Buildnig – Beaux-Arts umiejscowiona była tuż pod miejskim Ratuszem. 

Kolejną wyłączoną z ruchu jest stacja 91th Street, działała od otwarcia przez 55 lat. Po wydłużeniu sąsiednich peronów przestała spełniać swoją rolę. Na jakiś czas przestrzeń do wyrażania artystycznych wizji znaleźli tam graficiarze, jednak potem i oni opuścili to miejsce.   

Z kolei pod peronem gdzie znajduje się tor nr 61 umiejscowiony był tajny terminal połączony z hotelem Waldorf-Astoria. Często używany przez prezydentów USA, szczególnie przez Franklina D. Roosevelta do dyskretnego przyjazdu i wyjazdu z hotelu. Aby ukryć przed opinią publiczną skutki choroby polio oraz fakt, że porusza się  na wózku inwalidzkim. Był również traktowany jako potencjalna droga ewakuacyjna dla prezydentów podczas spotkań i szczytów w znajdującej się nieopodal siedzibie ONZ.

Te miejsca nie są niedostępne na codzień, ale Muzeum Transportu w Nowym Jorku oferuje różnorodne programy i oferty zwiedzania związane z historia transportu miejskiego. Na stronie New York Transit Museum można znaleźć informacje i wziąć udział w zorganizowanych wycieczkach z przewodnikiem po zabytkowych stacjach. Uczestniczyć w wirtualnej prezentacji i warsztatach ukazujących historię budowy metra, jego ewolucję i przemiany oraz jaką rolę pełni w dzisiejszej rzeczywistości. Ponadto w ofercie jest też zwiedzanie Grand Central Terminal, o którym możecie przeczytać poniżej.

Oczywiście jak wiele miejsc tak i metro ma tak bogatą przeszłość, że wokół niego powstały legendy. Skoro są tory no to musi być pociąg widmo, który kursuje pomiędzy stacjami. Tym pociągiem przemieszczają się duchy tych, którzy zginęli podczas budowy czy prac konserwacyjnych. Oraz ci, którzy wskakując w ostatniej chwili pod rozpędzone wagony postanowili odebrać sobie życie. Ich niespokojne dusze krążą po Manhattanie czy to sprawdzając nadal stan techniczny tuneli czy też szukając miejsca by się zatrzymać i znaleźć spokój dla duszy po śmierci. 

Inna z kolei opowieść głosi, że w tunelach bytują aligatory, które uciekły kiedyś jako młode osobniki sprowadzone przez nieroztropnych hodowców. Zwierzęta przystosowały się do ciemności i pilnują teraz porządku na torach. Co prawda nikt nigdy ich nie widział ale podobno żyją w dobrej komitywie ze szczurami, które również wybrały sobie to miejsce do życia. W odróżnieniu od aligatorów są dowody na ich istnienie bowiem można je spotkać od czasu do czasu jak wcinają resztki porzuconej pizzy lub tłuste i zadowolone przechadzają się po peronie. 

Bez wątpienia metro jest najszybszym i najskuteczniejszym wyborem, jeżeli chodzi o poruszanie się po mieście. Warto dodać, że w godzinach szczytu, które zaczynają się nota bene rano a kończą pod wieczór średnia prędkość poruszania się po ulicach wynosi 7 km/h. Z pozoru wydaje się to niemożliwe, ale faktycznie tak może być.

Kiedy zdecydowaliśmy się na tour wokół kilku dzielnic autobusem hop on – hop off to raczej trudno było mówić o jeździe. Głównie staliśmy w korkach, co jakiś czas podjeżdżając kilkanaście metrów. Zatem, z założenia 90-cio minutowa wycieczka trwała dobrych kilka godzin.Uwzględniając fakt, że autobusy w NY mają swój osobny pas…teoretycznie. Bo nawet tam wszystko stoi. W dodatku z powodu upału i pełnego słońca chwilami miałam wrażenie, że jestem na rozgrzanej patelni. Na szczęście obecność wysokich budynków i cień jakie rzucają dawała chwilę wytchnienia.
Na ulicach i skrzyżowaniach często w ciągu dnia pojawiają się policjanci. Mimo sprawnie działających świateł regulują ruchem, probując usprawnić przejazd i rozładować gigantyczne zatory na ulicach. 

Zdecydowanie warto zwrócić uwagę, że metro tutaj to coś więcej niż tylko środek transportu, który scala miasto komunikacyjnie i pozwala w krótkim czasie przemieszczać się w najodleglejsze krańce Manhattanu. To zintegrowana z miastem przestrzeń kulturalna, społeczna i socjologiczna, która na niewielkim obszarze odzwierciedla dynamikę, różnorodność i eklektyzm Nowego Jorku. 

Na prawie każdej większej stacji można spotkać wszelkiej maści artystów od muzyków i wokalistów począwszy poprzez mimów, akrobatów, tancerzy na preformerach i aktorach kończąc. Właściwie każdy, kto ma pomysł na artystyczną wizję siebie i wyrażenie poprzez sztukę decyduje się właśnie tu sprawdzić, czy twórczość spotka się z odbiorem publiczności i jaki on będzie. Czasami to są nieudolne próby tych, którzy powinni jednak wziąć pod uwagę zarabianie na życie w biurze na etacie lub sprzedając kwiaty. Natomiast zdarzyło się i nam, że czekając na pociąg mieliśmy wrażenie uczestnictwa w czymś bardzo ekskluzywnym i wartościowym.

Warto dodać, że swoje pierwsze kroki stawiali tutaj tacy artyści jak Jennifer Lopez, która swoje taneczne układy szlifowała na stacji Times Square. Bob Dylan, B.B. King, Tracy Chapman czy Ed Sheeran również początki swojej kariery zaczynali tutaj. A z kolei bezdomna zupełnie bez grosza piosenkarka Jewel śpiewając na ulicach i w podziemnych pasażach w ten sposób zarobiła na wydanie pierwszej płyty i dała się pokochać światu za jej liryczne piosenki. Nie tylko muzycy zaczynali swoje kariery w korytarzach i tunelach. Najwięksi graficiarze i twórcy street artu jak Keith Haring czy Jean-Michel Basquiat tu odbezpieczali swoje puszki ze sprayem, przekształcali brudne odrapane ściany w dzieła sztuki. 

Z kolei Joshua Allen Harris nad kratkami wentylacyjnymi tworzył rzeźby powietrzne z plastikowych toreb. Jego prace przypominał‚y zwierzęta i fantastyczne stwory poruszające się i wirujące nad nawiewem.

Na ważny kontakt z publicznością, szerokie grono dotarcia by pokazać swoje treści decydują się również performerzy, twórcy happeningów, flash mobów. Czy też ci którzy chcą zwrócić uwagę na jakiś globalny problem, aktualny temat, zaprotestować lub wywołać dyskusję. Nie ma chyba drugiego tak zróżnicowanego pod względem kultur, ras, wyznań czy pochodzenia miejsca na świecie. Dlatego też to idealny obszar by dotrzeć do najszerszego odbiorcy. 

By dodać kolorytu i ubarwić codzienną gonitwę zdarza się, że od czasu do czasu znani aktorzy, ludzie ze świata mediów, sportowcy, pisarze czy aktywiści występowali w roli spikerów.

O tym, że należy przestrzegać zasad bezpieczeństwa uważać na siebie i być uprzejmym dla innych informowała kiedyś Whoopi Goldberg. Jerry Seinfeld z humorem i sarkazmem zapowiadał godziny przyjazdów drwiąc przy tym i wątpiąc w ich punktualność. Raperka Awkwafina również, w swoim rytmie, nagrała zapowiedzi i komunikaty informacyjne. Cynthia Nixon w ramach kampanii na gubernatora NYC zachęcała do podróżowania w rozsądny i zrównoważony sposób. A Rosie Perez użyczyła głosu by pomóc hiszpańskojęzycznym pasażerom nie znającym angielskiego. 

Jak widać poza podstawową funkcją jaką jest wożenie z miejsca na miejsce szybko i sprawnie, to też teren spotkań, integracji, wyrażania siebie, protestów i manifestacji. Jest jak mikrokosmos, gdzie na codzień mijają się mieszkańcy z turystami, przedstawiciele wszystkich grup społecznych, środowisk i klas. Na jednej ławce obok siebie podróżują ‚białe kołnierzyki’ z Wall Street, nobliwa mieszkanka z 5th Av, bezdomni, którzy kiedyś przeszli na drugą stronę mocy i szukają drogi powrotnej czy też rozemocjonowani turyści w wielkimi oczami, czyli my.
Tworzy się swego rodzaju mozaika społeczna, różnorodna pod każdym względem a przez to fascynująca i inspirująca. Czasami jest miejscem wyrazu sprzeciwu społecznego, politycznego czy wręcz protestów. A bywa, że podczas kryzysów czy zagrożenia staje się miejscem integracji, wsparcia, pozwala uwolnić emocje, daje poczucie bezpieczeństwa i wspólnoty.  Jak na przykład po atakach z 11 września.

Grand Central Terminal

Grand Central Terminal to chyba najbardziej znany dworzec na świecie a na pewno jeden z największych. Onieśmiela swoim wyglądem. Podobnie jak Flatiron Building, Biblioteka Publiczna czy niektóre stacje metra jest architektoniczną perełką w stylu Beaux-Arts. Z francuskiego ten termin oznacza „sztuki piękne” i nie ma krzty przesady w tym określeniu. Poza tym, że to regularny dworzec jest również niesamowitą atrakcją turystyczną i będąc w NY nie można go pominąć. Ten gigantyczny kompleks rozciąga się na powierzchni ponad 19 hektarów, przebiega tamtędy 67 torów na 44 peronach. Na niektórych do dziś dnia zachowały się oryginalne tablice z początku XX wieku.

  Co ciekawe peron 12 nie istnieje. Nie ma jakiejś jednej potwierdzonej przyczyny ale jest kilka teorii. Jedna z nich mówi, że to zabawa liczbami i próba uniknięcia numeru 13. To znaczy teoretycznie jest peron 13 ale w rzeczywistości to 12… mocno to zawiłe ale kto zrozumie walkę z przesądami. Istnieją też spekulacje, że kiedyś istniał ale w ramach jednej z modernizacji został wchłonięty przez większego sąsiada. Żeby nie robić zbyt dużego zamieszania w numerach od tego czasu nr 12 jest pomijany. Są też źródła, które podają, że już podczas budowy dworca zmieniono numerację aby lepiej pasowała do układu torów. O co kaman, nie mam pojęcia ale faktem jest, że żaden pociąg z peronu 12 nie odjeżdża… no chyba, że widmo.

O rozmachu tego miejsca świadczy również fakt, że najgłębiej położone tory znajdują się 13 pięter pod ziemią. Nie ma budynku w NY, który miałby tak głębokie podziemia. Podczas zimnej wojny w latach 60-80 dwudziestego wieku znajdował się tam schron przeciwatomowy dla kilkuset osób. W pełni zaopatrzony w żywność i to co potrzebne do przetrwania przez dłuższy czas. Podobno można gdzieś jeszcze trafić na stare oznaczenia wskazujące drogę do niego.

Istnieje również cała sieć tajnych korytarzy i ukrytych pomieszczeń, o których wiedzą tylko nieliczni. Jeden z nich prowadzi do biur MTA a wejście wygląda jak zwykła ściana. 

Wnętrze dworca wyglada niesamowicie efektowne i zarazem eleganckio. Zarówno jeżeli chodzi o zdobienia jak i kolorystykę jest wyważone i dostojne. Podróżnych od razu wita ogromny opalizujący zegar. Na dzień dzisiejszy jego wartość jest szacowana na kilka milionów dolarów, a niektóre źródła podają że nawet przeszło 20 mln. Między innymi z racji tego że wszystkie tarcze wykonano właśnie z opalu. Mówi się, że została tam pozostawiona sekretna wiadomość przez jego twórców. Podobno kiedy wskazówki ustawią się o określonej godzinie to wskazują ukryte przejście do tajnego korytarza. Ale jaka to godzina i co zawierają te korytarze, o tym twórcy już zapomnieli poinformować.

 Ciekawostką jest również fakt, że podobno wszystkie zegary dworcowe spieszą o minutę. To celowy zabieg aby podróżni mogli zdążyć na pociąg, kiedy spóźnieni wpadają w ostatniej chwili. 

Uwagę pochłania też wysoki sufit ilustrujący nieboskłon. Cały pokryty jest konstelacjami gwiazd.  Co jakiś czas słońce, które wpada przez ogromne, majestatyczne okna, oświetla jego fragmenty. Gwiazdy złocą się i błyszczą a błękit staje się nasycony. Można ulec wrażeniu jakby niebo spadało nam na głowę. Natomiast gwiazdozbiory i cały układ planet jest namalowany na odwrót. Kiedy profesjonaliści odkryli pomyłkę postanowiono nie poprawiać tego błędu. Oficjalne tłumaczenie jest takie, że pokazuje „boską perspektywę” czyli widok „z góry”. 

Na ścianie przeciwległej do wejścia znajdują się monumentalne schody i balkony. Pierwowzorem takiego układu balustrad i zdobień jest opera paryska. Pozwalają podziwiać całą halę z góry. Z tej perspektywy kolumny, gzymsy z ornamentami czy piękno marmurowych podłóg i ścian, jeszcze bardziej uwydatniają jak luksusowe jest to miejsce. Często ten zaułek wykorzystywany jest do oświadczyn i uwieczniany na instagramowych fotkach. 

Jak na Grand Central przystało mnóstwo tu wytwornych restauracji, barów i sklepów. Tyle tylko, że te ekskluzywne miejsca mogą spowodować bardzo szybki drenaż kieszeni aż do jej samego dna. Jedna z nich, kultowa Oyster Bar & Restaurant działa od 1913 roku. 

Oczywiście również i tutaj krąży mnóstwo legend. No przecież jego twórcy – rodzina Vanderbilt muszą mieć swój prywatny pociąg widmo, który nadal wozi ich w wyznaczone miejsca. Musi być też tajemniczy mężczyzna w garniturze, który przechadza się po peronach i pilnuje by nikt nie zbliżał się zbyt blisko torów. Ale kiedy wdzięczny pasażer chce podejść i mu podziękować rozpływa się w powietrzu. Mówi się, że to duch pierwszego dyrektora, który nadal poczuwa się do obowiązku dbania o bezpieczeństwo podróżnych. 

Skoro jest nieistniejący pociąg i duch dyrektora to brakuje jeszcze skarbu. Jedna z opowieści głosi, że w którymś z sekretnych korytarzy ukryto ogromne ilości złota z czasów Wielkiego Kryzysu. W związku z tym, że podczas kolejnej z modernizacji dworca wejście do tunelu zostało przypadkowo zasypane nikt nie potrafi go już odnaleźć… nawet najczulsze wykrywacze metalu, AI i sonary nie dają rady. 

Grand Central to niesamowite miejsce, w samym sercu miasta, między szklanymi wieżowcami. Pozwala na chwilę przenieść się w czasie. Dostojne i wytworne wnętrze zachwyca w każdym detalu. Harmonijne połączenie historycznej architektury z otoczeniem robi piorunujące wrażenie. Sprawia, że to ikona  budownictwa i jeden z najważniejszych symboli Nowego Jorku. 

Stał się też tłem wielu filmów i programów telewizyjnych. Począwszy od porażających thrillerów A.Hitchcocka, superbohaterów, katastroficznych wizji zagłady czy romantycznych historii, nie raz był planem filmowym lub scenografią. Jest bardzo rozpoznawalnym miejscem, więc często wykorzystywany by dodać autentyczności i nowojorskiego klimatu wielu produkcjom filmowym.  

Biblioteka

Biblioteka Publiczna w  Nowym Jorku ( New York Public Library, NYPL ) to oczywiście przede wszystkim wypożyczalnia książek.  Ale poza tym instytucja która konsekwentnie i skutecznie promuje dostęp do wiedzy. Propaguje kulturę jej różnorodność i rozwój. Oferuje mnóstwo usług i programów. Na stronie biblioteki udostępnione są setki tysięcy katalogów lub baz danych ułatwiających dostęp do czasopism, woluminów i e-bookow.  

W swoich zbiorach, na półkach zgromadzonych jest prawie 35 milionów książek, map i manuskryptów. To sprawia, że jest jedną z pięciu największych na świecie. Najstarsze pozycje to Biblia Gutenberga – jedna z pierwszych wydrukowanych. W księgozbiorze znajdują  się  również Pamiętniki Kolumba z 1493 roku, czy tekst Deklaracji Niepodległości odręcznie spisany przez Thomasa Jeffersona. Ciekawostką jest z pewnością fakt, że łączna długość wszystkich regałów wynosi ponad 140 km. 

W ramach promowania dostępu do kultury wysokiej i współpracy z tymi instytucjami posiadacze karty bibliotecznej mają bezpłatny i nielimitowany wstęp do Whitney Museum czy Guggenheim Museum. Natomiast sama karta jest bezpłatna dla wszystkich mieszkańców NY. Niezależnie od pochodzenia czy statusu.  Z kolei w ramach pomocy dla imigrantów i szybszej integracji w ofercie są bezpłatne kursy języka angielskiego i szkolenia w niektórych zawodach. 

Regularnie organizowane są tutaj wystawy, koncerty i wydarzenia kulturalne. A bywa nawet, że staje się wybiegiem dla pokazów mody. 

Kultura kulturą, wiedza owszem, ale nie można nie zatrzymać się przy samym budynku i jego walorach. Poza tym, że jest niewątpliwie skarbnicą wiedzy to również arcydzieło architektury. Podobnie jak dworzec Grand  Central Terminal jest perełką stylu Beaux-Arts i zniewala swoim pięknem. Już zewnętrzna fasada, wyłaniająca się pomiędzy 5th Av I 42 str rozjaśnia przestrzeń bielą marmuru, zachwyca symetrią i szczegółami. Przed wejściem na monumentalnych schodach porządku pilnują dwa gigantyczne lwy o wdzięcznych imionach „Cierpliwość” i „Wytrwałość” ( „Patience” i „Fortitude” ). Odnoszą się do podstawowych cech i cnót nowojorczyków. 

Natomiast samo wnętrze przyprawia o szybsze bicie serca i jest atrakcją samą w sobie. Główne pomieszczenia dostępne bezpłatnie dla odwiedzających robią ogromne wrażenie. Wysokie sufity ozdobione malowidłami, doświetlają ogromne okna w ornamentowych drewnianych ramach. Korytarze wypełnione są marmurowymi figurami i misternie rzeźbionymi meblami. Do tego olbrzymie ciężkie żyrandole – wszystko to  podkreśla wytworny charakter wnętrz. 

To na prawdę niesamowite doświadczenie estetyczne, które pozostaje długo w pamięci. Z jednej strony obcowanie z literaturą i wiedzą a z drugiej te imponujące, dostojne przestrzenie powodują, że  potrzeba nauki i zgłębiania tajników świata staje się tą podstawową. Julia spacerując korytarzami  i zaglądając do poszczególnych sal stwierdziła, że tutaj to można studiować, teoria sama wchodzi do głowy.

Oczywiście jak większość miejsc w NYC tak i tutaj nie raz gościł plan filmowy a te zniewalające pomieszczenia pojawiają się na ekranach  niejednej produkcji. Dla miłośniczek serii „Seks w wielkim mieście” ( „Sex and the City” ) tutaj, na schodach, stojąca w ślubnej sukni Carrie Bradshaw dowiedziała się, że Mr. Big nie przyjedzie…

Flatiron Building

Flatiron Building – Potocznie nazywany żelazkiem i nie bez przyczyny. Swoim trójkątnym kształtem przywodzi na myśl właśnie to urządzenie. Zresztą angielska nazwa również na to wyraźnie wskazuje – „flat iron”. Znajduje się na rogu 23 Str, Broadway i 5th Av. Inspirowany europejskim stylem klasycystycznym powstał w pierwszych latach XX w w 1902 roku.  Natomiast nie chodziło tu o innowacyjna bryłę budynku a zwyczajny brak miejsca w tym narożniku i układ ulic. Jego podstawą jest sztywna konstrukcja pokryta wapieniem i terakotą.

Był pierwszym drapaczem wybudowanym na stalowej ramie, co pozwoliło na szybkie tempo budowy jak na tamte czasy bo niespełna 1,5 roku. Dzisiaj słowo drapacz wydaje się wysoce na wyrost wobec szklanych ‚ołówków’ wypełniających Manhattan. W chwili powstania , może trudno w to uwierzyć, ale był jednym z najwyższych w mieście. Wysoki na 22 piętra i długi na 60 m. W najszerszym miejscu ma 25 m od strony Madison Square a z kolei w narożniku zbiegu ulic zaledwie 2 m. Ta rozpiętość powoduje, że sprawia wrażenie wyższego niż w rzeczywistości.

Jest dzisiaj jedną z licznych ikon Nowego Jorku chociaż na początku budził kontrowersje ze względu na swój kształt. Pojawia się w wielu filmach i bywa często wykorzystywany na fotografiach. Przez lata był biurowcem, gdzie swoją siedzibę miały głównie wydawnictwa. W 2023 roku został sprzedany i w czasie kiedy tam byłyśmy przechodził gruntowny remont. Niestety mogłyśmy tylko podziwiać jego kształt. W przyszłości ma być podobno przekształcony w hotel lub apartamentowiec. 

Little Island 

Little Island to niezwykły park publiczny na rzece Hudson. Jest stosunkowo młody, otwarty w 2021 na miejscu zniszczonego przez huragan Sandry Pier 55. Jego unikalność polega na tym, że unosi się na wodzie. To za pomocą unikalnej konstrukcji, na której się wspiera. 280 betonowych filarów w kształcie tulipanów utrzymuje wyspę nad wodą. Wyglądają jakby z niej wyrastały. Wszystko to sprawia wrażenie pływającej oazy zieleni na powierzchni rzeki.

Na tej zaledwie 2,5 hektarowej połaci posadzono 350 gatunków drzew, krzewów, kwiatów i innych roślin. Sa tak zaprojektowane i nasadzone, żeby przyciągać ptaki i owady zapylające. Dzięki temu w samym sercu miasta tworzy się ekologiczne środowisko sprzyjające spontanicznemu rozwojowi owadów. To wszystko przecinają zakręcone ścieżki, schody skracające wędrówkę i pagórki.

Little Island usytuowana jest na zachodnim wybrzeżu Manhattanu. Oferuje zachwycający widok na rzekę, Nowy Jork oraz zachody słońca nad New Jersey. Powstała z prywatnej inicjatywy miliardera Barrego Dillera oraz jego żony, słynnej projektantki mody – Diane von Furstenberg. To za jej sprawą  wyspa wygląda jak skaliste wybrzeża Nowej Anglii. Każdy filar jest  różnej wysokości i dzięki temu osiągnięto efekt pagórkowatego krajobrazu. 

Chelsea market 

Chelsea Market, słynna hala gastronomiczna i centrum handlowe w jednym. Znaleźć tam można niemal wszystko. Od świeżych kwiatów, przez sklepy z najbardziej wyszukanymi produktami z Azji, ręcznie robiony makaron, świeże ryby, gigantyczne homary po rękodzieło włącznie. Znajduje się w budynku Nabisco, byłym National Biscuit Company. W 1912 tutaj powstały ciasteczka Oreo. Ta historia to przykład jak jedno proste ciastko stało się niemal ikoną popkultury i jednym z bardziej rozpoznawalnych symboli USA.

Starą fabrykę przebudowano, ale zachowując jej industrialny wygląd i  przekształcono w nowoczesny kompleks. Wnętrza usiane są stalowymi belkami, rurami, wentylacyjnymi kratami i elementami konstrukcji. Ściany z surowej cegły tylko podkreślają loftowy charakter. Wąskie uliczki i pasaże wiją się między wielkim stoiskami lub małymi straganami. Czasami wydzielone są odrębne przestrzenie na sklepy. Między nimi mnóstwo jest małych restauracji, cukierni i miejsc gdzie można spróbować tego co jest obok oferowane do sprzedaży.

My przycupnęłyśmy na chwilę w niewielkiej cukierni, gdzie poza obłędnie aromatycznym espresso trafiłyśmy na oryginalne, na miejscu wypiekane, portugalskie Pastéis de Nata. Świeże, pachnące waniliowym kremem i cynamonem smakowały jak nie przymierzając te w Lizbonie.

Są miejsca, gdzie sufit mocno się obniża. Przytulne zaułki zachęcają aby przysiąść przy stoliku, popijając matche, przyglądać się temu gwarowi i masie ludzkiej przemierzającej przez halę. Uroku dodaje różnorodne oświetlenie. Chwilami druciane lampy vintage wypełniają przestrzeń ciepłym światłem a z kolei gdzie indziej wyszukane, jaskrawe neony tworzą świetlne instalacje. 

Takie miejsca często przyciągają artystów więc i tutaj regularnie odbywają się wystawy, instalacje i multimedialne pokazy. 

Chelsea Market, jak wiele miejsc w Nowym Jorku stawia na integrację różnych dziedzin życia. Zgrabnie łączy historię, gastronomię i sztukę w jedną przestrzeń. 

Pikanterii dodaje fakt, że w 2018 właścicielem tego obiektu stał się Google Inc. W miejscach nieudostępnionych dla odwiedzających znajduje się nowojorska siedziba internetowego potentata.  

Statue of Liberty

 Nie ma bardziej rozpoznawalnego symbolu wolności i NYC jednocześnie jak Statue of Liberty. Usytuowana jest na wyspie o tej samej nazwie – Liberty Island. Odsłonięta 28.10.1886 od tego czasu wita wszystkich przybywających do Nowego Jorku, bez znaczenia czy od strony wody, czy z powietrza. Szczególne znaczenie miała na przełomie XIX i XX wieku. Wtedy do Ameryki masowo przybywali imigranci z różnych stron świata. Sąsiadująca Elis Island  była niejako ‚Bramą do  Ameryki’. Tam po zejściu ze statku ( w tym czasie to była jedyna możliwa droga dotarcia ) przybywający przechodzili kontrolę medyczną i prawną. Pierwszy widok, który ukazywał się ich oczom to była Statua Wolności w symboliczny sposób witającą na upragnionym ‚promise land’. Zwiastowała nowe, lepsze życie, w niezachwianej wolności.  

Była prezentem od Francuzów, by podkreślić przyjaźń między tymi narodami oraz upamiętnić setną rodzince niepodległości Stanów Zjednoczonych. Projekt stworzył ten sam Gustaw Eiffel, który również Paryż wyposażył w najbardziej znaną i rozpoznawalną budowlę – Wieżę Eiffla. 

Wykonana z miedzi i stali postać ma 46 metrów a od podstawy do czubka pochodni 93 metry. Fakt, że użyto właśnie takiego materiału tłumaczy jej zielony kolor. Jak wiadomo miedź z czasem na skutek utleniania pokrywa się patyną zielonego koloru a to z kolei chroni ją przed korozją. Zatem jej zielone szaty mają również symboliczny wymiar, bo w wielu krajach zieleń jest traktowana jak kolor nadziei. 

Pierwowzorem była rzymska bogini wolności, Libertas. Twórca włożył jej do rąk pochodnię symbolizującą oświecenie oraz tablicę upamiętniającą powstanie Deklaracji Niepodległości. Datę zapisano cyframi rzymskimi. Ponieważ idea wolności ma obejmować cały świat więc Korona ma 7 promieni, które reprezentują 7 kontynentów i 7 oceanów. Schodami można wejść na koronę by zobaczyć Nowy Jork z tej perspektywy. 

My nie zdecydowaliśmy się, z powodu ograniczonego czasu na wizytę wewnątrz. Jedynie zadowoliliśmy się oglądaniem jej z pokładu promu opływając wyspę przy zachodzie słońca. Trzeba przyznać, że nie jest ani trochę przereklamowana. Wywołuje duże wrażenie i emocje. To wyraz nadziei i tęsknoty za lepszym jutrem milionów przybywających to do dzisiejszego dnia imigrantów, wierzących, że rozpoczną lepsze życie. Ta majestatyczna postać jest nie tylko pomnikiem ale też symbolem tego co w USA najważniejsze, wolności, swobody, dumy i nadziei.  Przypomina o marzeniach jakie mieli docierający tu z całego świata oraz o tym, że warto je realizować bo niektórym właśnie tutaj się to udało.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *