
Dzielnice Nowego Jorku
W tym poście postaram się opisać dzielnice Nowego Jorku, oczywiście te, które udało nam się odwiedzić. To bardziej zarys tego, co tam się znajduje i dzieje. Z pewnością każdy znajdzie tam coś innego, lub inaczej na nie spojrzy. Natomiast jak już wspomniałam Nowy Jork pozostawia tak szerokie pole do interpretacji i pozawala na własne postrzeganie. Poza tym oczywiście z braku czasu wiele z nich pozostało nietkniętych naszą stopą, lub tylko marginalnie. Skupiam się więc na tych poniżej. Wystarczy, że przez cały pobyt biegaliśmy z rozwianym włosem i obłędem w oczach by jak najwięcej doświadczyć tego, co ma do zaoferowania to miasto. Poza tym przeładowanie systemu czasami też dawało znać o osobie, więc trzeba było odpuścić. Nie mniej, te o których tu piszę to moim zdaniem absolutne ‚must see’
SoHo
Już brzmienie SoHo mówi wiele. Nazwa nie raz obiła się o uszy na filmach, w tekstach piosenek czy wypowiedziach artystów. Od dziesięcioleci to chyba najbardziej rozpoznawalna, charakterystyczna i nieustannie w trendach dzielnica Manhattanu. Nazwa to nic innego skrót od jej położenia na południe od Houston Street – South of Houston czyli SoHo.
Wypełnione po ostatnią przecznicę eleganckimi butikami zarówno znanych marek jak i początkujących dessignerów mody i architektury wnętrz. Pełne zabytkowej architektury, artystycznych pracowni, stylowych loftów i ekskluzywnej przestrzeni z iście artystycznym klimatem. Dodatkowo modnych kawiarni, restauracji oraz miejsc gdzie można zakosztować nowatorskiej cussine. Również mistrzowie sztuki kulinarnej właśnie tam postanowili sprawdzać czy kierunek, w którym się rozwijają trafi na podatny grunt.
Początkowo to była przemysłowa dzielnica, niejako zaplecze dynamicznie rozwijającego się Manhattanu. A częściowo również osiedle mieszkaniowe klasy średniej. Raczej szara, brzydka, pełna fabryk, warsztatów i magazynów. Wraz z rozwojem miasta fabryki zaczęły przenosić się poza wyspę. SoHo stało się zaniedbanym dystryktem pełnym opuszczonych budynków, składów i miejsc z nie najlepszą reputacją.
W latach 40 tych i 50 tych XX w było jednym z najtańszych miejsc do życia w Nowym Jorku. Jak to zwykle bywa, artyści nie należą do najbogatszej grupy społecznej. To miejsce sobie upatrzyli i zaczęli przekształcać dawne hale fabryczne czy magazyny w pracownie i lofty. Szczególnie, że pomieszczenia zwykle były przestronne, z wysokimi sufitami i dużymi oknami. Doskonale więc nadawały się do wszelkich form uprawianej sztuki. Na początku władze zezwalały tylko na działalność artystyczną natomiast zakazywały stałego pobytu. W latach 70-tych zalegalizowano lofty jako mieszkania i SoHo zaczęło oficjalnie funkcjonować jako dzielnica twórców. Popularność miejsca wzrosła momentalnie co z kolei przeciągnęło inwestorów i deweloperów. W latach 90 -tych była to już enklawa mody, luksusu oraz nowoczesnego dessignu i stylu.
Dzisiaj to jedno z najdroższych i najbardziej stylowych miejsc w NYC. Prawdziwi artyści, jako, że zawsze poszukujący, również środków do życia, musieli się przenieść na Brooklyn. Na SoHo obecnie mieszczą się flagowe butiki największych marek, sklepy uznanych projektantów, ekskluzywne galerie sztuki oraz przepiękne lofty i apartamenty. Swoją bezpieczną przystań znajdują tu również wszelkie mniejszości seksualne, kulturowe oraz wizjonerzy. Poza galerią rysunku współczesnego tutaj też mieści się muzeum sztuki LGBTQ+.
Nowy Jork poza drapaczami chmur ze szkła i stali kojarzy się również z architekturą żeliwną czyli frontach z kutego żelaza. Mimo, że można takie kamienice spotkać w wielu miejscach to właśnie tutaj, na tak niewielkiej przestrzeni jest ich najwięcej, bo przeszło 250. Ze względu na to, że w XIX w żeliwo było popularnym i tanim surowcem w USA, traktowano go jako główny materiał do tworzenia detali, ornamentów, łuków i balustrad. Dzięki jego wytrzymałości można było również budować większe okna i bramy.
Ponieważ było bardziej trwałe niż cegła i kamień architekci zaczęli je wykorzystywać nie tylko w budownictwie mieszkaniowym. Również do produkcji hal przemysłowych czy targowych. Co ciekawe dzięki żeliwnym fasadom łatwiej było modyfikować konstrukcje i dodawać nowe piętra. To właśnie przy tej technologii pierwszy raz zaczęto stosować prefabrykaty. Ze względu na to, że można było wykonać odlew w fabryce a następnie przetransportować i montować na miejscu. Dzięki temu cały proces budowy był szybszy i tańszy od tradycyjnego.
Również tak charakterystyczne schody przeciwpożarowe w tym czasie odlewane były z żeliwa. Stąd też właśnie tutaj jest największe nagromadzenie tych obiektów. Szczególnie na Greene Street, Broadway i Wooster Street. Po wielkich pożarach z końca XIX w min w fabryce Triangle Shirtwaist władze miasta zdecydowały, że drogi ewakuacyjne będą lokalizowane na zewnątrz budynków. Umożliwiało to szybsze i bezpieczniejsze opuszczenie pomieszczeń. Zwłaszcza kiedy klatki schodowe okazywały się niedostępne i odcinały drogę ucieczki z płonącej kamienicy.
Dzisiaj te budowle są zabytkami i podlegają ochronie, wpisane są na listę National Register of Historic Places.
SoHo na przestrzeni lat przeszło niesamowitą transformację. Od dzielnicy przemysłowej w XIX w, przez centrum artystyczne i kultury alternatywnej w latach 60 i 70 po ekskluzywny i super drogi dystrykt jakim jest dzisiaj. To miejsce skupia miłośników mody, trendów, sztuki, luksusu oraz wszystkiego co fancy, designerskie i nowoczesne. Obecnie tutejsze lofty sięgają rekordowych cen, nawet kilkudziesięciu milionów dolarów i nierzadko są droższe niż ekskluzywne penthousy na 5 Alei. Nieustająco przyciągają celebrytów, artystów, ale tych z zasobniejszym portfelem oraz inwestorów.
Od lat właśnie tutaj rodzą się nowe trendy w modzie, kulturze a wokół unosi się mieszanka hipsterskiej nonszalancji i luksusowego stylu. Idąc ulicą można spotkać najbardziej wydumane stylizacje, unikalne zestawienia i połączenia high fashion z elementami streetwear. Mnóstwo sklepów second-hand z modą vintage sąsiaduje z ekskluzywnymi butikami i tzw. concept stores. To idea łączenia kilku produktów np. odzieży, butów, dekoracji, książek czy elektroniki. Mają być przestrzenią do inspiracji i skupiać wokół jednej określonej filozofii. Wszystko spójne w klimacie i estetyce. Wnętrze, muzyka, zapach odpowiednich perfum, układ sklepu mają sprawić, że to nie tylko zakupy, ale swoistego rodzaju doświadczenie, przeżycie czy obcowanie z modą, technologią i lifestyle na jednej przestrzeni. Jednymi z popularniejszych tu są Dover Street Market, Kith, The Webster.
Oczywiście jeżeli moda i styl życia jest motywem wiodącym więc również kawiarnie swoim wystrojem i ofertą dorównują trendom. Właśnie tu mają swoją lokalizację kultowe Jack’s Wife Freda czy Fanelli Cafe. Influenserzy światowego formatu popijają 'Cold Brew’ i 'Matcha Latte’ poszukując inspiracji lub dyskutując o tym co właśnie wchodzi do mainstreamu.
Brooklyn
Brooklyn to dzielnica, która przez cały pobyt była naszym miejscem zakwaterowania i nie ukrywam, że miejscem idealnym. Co najmniej z dwóch względów, po pierwsze ze stacji metra wchodziliśmy wprost do bramy budynku w którym mieszkaliśmy. Poza tym udało nam się dzięki temu 'skosztować’ tego klimatu będąc na miejscu, a niewątpliwie jest czego.
To najbardziej zaludniona część NYC, na stałe przebywa tu ponad 2,7 mln mieszkańców. Zaczyna się tuż za mostem Brooklińskim, na zachodniej części Long Island. Do końca XIX w. był niezależnym miastem a w 1898 r wcielono go do Nowego Jorku. Dzisiaj jest mieszanką historii, kultury, nowoczesności i tradycji w jednym.
Z początku zamieszkiwali go głównie robotnicy. Był najbardziej pożądanym miejscem do życia dla imigrantów napływających z całego świata. Ze względu na to, że ta przemysłowa w tym czasie przestrzeń wypełniona fabrykami, stoczniami i rzemieślniczymi warsztatami chłonęła każą ilość robotników chcących tu pracować. Lawinowo w tym czasie zjeżdżali tu przybysze z Włoch, Irlandii, Polski czy Portoryko. W pierwszej połowie XX w. do lat 80-tych był mocno zaniedbany i uznawany za raczej niebezpieczny. To często widać w amerykańskich filmach sensacyjnych z tego okresu kiedy przedstawiany jest jako pełen magazynów i tanich mieszkań a wokół szwendają się tylko drag dealerzy, złodzieje i osoby o kiepskiej reputacji.
Wszędzie widoczne były silne tradycje imigranckie, włoskie piekarnie portorykańskie bary czy polskie delikatesy.
W ciągu ostatnich dekad to miejsce przeszło ogromną transformację. Stało się modne, luksusowe, pełne kreatywnych przestrzeni, wyrafinowanych restauracji z kuchnią fusion, ekskluzywnych butików i barów roof top.
Od dłuższego czasu przyciąga artystów, oferując zupełnie inny charakter otoczenia i przestrzeni niż Manhattan. Stał się synonimem hipsterskiego życia. Pełen jest sklepów vintage, nie tylko z odzieżą ale również wyposażeniem, wnętrz. Rzemieślnicze browary, targi żywności, głownie ekologicznej i wegetariańskiej, palarnie kawy to tutejsza codzienność. Rejony Williamsburg czy Bushwick to epicentrum artystycznej sceny pełne galerii, street artu, murali, muzyki na żywo i sztuki alternatywnej.
Ponadto ten dystrykt rozwija się też bardzo prężnie w zakresie startupów co przyciąga młodych przedsiębiorców.
Obecnie to najlepsze miejsce na imprezy wieczorem. Widać to zresztą po ilości młodych ludzi napływających z Manhattanu. Alternatywne kluby, bary na dachach, koncerty na żywo czy undergroundowe rave’y, to wszystko przyciąga spragnionych rozrywki na dobrym poziomie a przy okazji bez napinki. Panuje tu swobodna atmosfera, bez selekcji przy wejściu. Zezwala na pełną kreatywność i swobodę zarówno jeżeli chodzi o wygląd jak i charakter wyboru miejsca na wieczór. Można tu znaleźć rownież nieoczywiste miejscówki ukryte w magazynach, piwnicach czy wspomnianych już rooftop barach. Można trafić na multidyscyplinarne imprezy jak np. Połączenie tanecznego klubu z teatrem i cyrkiem jednocześnie.
Od hipsterskich klubów techno poprzez oldschoolowe brzmienia house, genialne sety DJ-skie, najnowsze elektro, na salach koncertowych z rockowym pazurem. To wszystko dzisiaj oferuje rozrywkowy Brooklyn i dużo, dużo więcej.
Brooklyn integruje sztukę z kulturą alternatywną i biznesem a przy okazji oferuje przyjemną i rodzinną przestrzeń do życia. Pełen parków, placów do rodzinnych spotkań spowodował napływ młodych ludzi. Stał się bezpieczny i wdzięczny do życia, a przy okazji doskonale skomunikowany jest z Manhattanem.
Chinatown
Chinatown to nie tylko nowojorska mekka zamieszkała przez chińską społeczność. Tak tytułują się również te znajdujące się w Londynie, Toronto, Paryżu czy Bangkoku. Nie mniej oczywiście tutejsza jest największą i najbardziej znaną. Graniczy z Little Italy, Tribeca i Lower East Side.
Tętni życiem, pełna neonów, kolorowych straganów i tradycyjnych chińskich amuletów. Przede wszystkim to raj dla miłośników chińskiej kuchni, począwszy od kantońskiej kaczki czy wieprzowiny, malutkich 'dim sum’ podawanych do herbaty w porze lunchu po pikantnego kurczaka czy makaron po syczuańsku. Małe restauracje czy bary podają niezliczone ilości dań.
Natomiast na uwagę zasługują również food trucki serwujące autentyczne chińskie przekąski, najczęściej ręcznie robione i przygotowywane na miejscu. Ciekawostką są również specyficzne w smaku chińskie lody z czarnym sezamem czy oryginalnym pieprzem syczuańskim, który pozostawia charakterystyczne uczucie „mrowienia” na języku.
Poza kuchnią to też główny ośrodek handlu tradycyjnymi ziołami czy lekami. Ich produkcja opiera się na wielotysięcznej tradycji i wiedzy, która przede wszystkim ma na celu zachowanie równowagi i harmonii ciała, umysłu i duszy.
Oprócz kulinariów to miejsce pełne historii i azjatyckiej tradycji. Oczywiście, jak większość rzeczy w NYC to największa chińska dzielnica. Założono ją w XIX podczas masowej imigracji chińczyków do USA w poszukiwaniu pracy min. przy budowie kolei transkontynentalnej. Z czasem rozrosła się do sporych rozmiarów i stała centrum kultury wschodniej w całych Stanach Zjednoczonych. Zdecydowaną większość stanowią mieszkańcy Chin ale nie brak tu również Wietnamczyków, Filipińczyków, Tajów czy przybyszów z Korei.
Czerwony kolor w tradycji orientalnej symbolizuje szczęście i powodzenie. Ma zapewniać pomyślność i dobrobyt stąd też mnóstwo dekoracji w restauracjach lub witrynach sklepowych w tym kolorze. Nawet latarnie są tak ozdabiane. Następnym po czerwieni jest złoty, z powodów oczywiście wiadomych. Niesamowicie widowiskowe są procesje podczas Chińskiego Nowego Roku. Towarzyszą im tańce smoków i występy artystyczne a ilość czerwieni, podobnie jak chiński mur jest chyba dostrzegalna nawet z kosmosu.
Tutaj też znajduje się Muzeum Chińskie w Ameryce, gdzie można dokładnie prześledzić historię imigracji i osadnictwa Azjatów w USA.
Canal Street to najbardziej rozpoznawalna z ulic gdzie oprócz sklepów z pamiątkami i rękodziełem trafiamy do zagłębia elektroniki i chińskich podróbek dosłownie wszystkiego.
Clumbus Park to z kolei miejsce spotkań gdzie lokalni mieszkańcy grają w karty, ćwiczą tai chi czy po prostu spędzają wspólnie czas.
Zarówno klimat azjatycki jak i samo miejsce nie raz było inspiracją dla scenariuszy jak chociażby „Chinatown” Romana Polańskiego. Akcja filmu rozgrywa się w Los Angeles, ale niektóre sceny kręcono w NYC. Z kolei w drugiej części „Ojca Chrzestnego” ważna scena, która ukazuje napięcie między włoską mafią a chińskimi gangami również rozegrała się właśnie tutaj.
Wartym uwagi jest również fakt, że w czasie wielkiego kryzysu i prohibicji tutaj mieściło się najwięcej „bunkrów”, czyli miejsc gdzie w najlepsze funkcjonowały restauracje, mety z alkoholem a czasami zwykłe sklepy jako przykrywka dla przemytników czy nielegalnego hazardu.
Mimo niewielkiej powierzchni to najbardziej zaludniona dzielnica w Nowym Jorku. Dzisiaj przyciąga już nie tylko Chińczyków ale również artystów i studentów innych narodowości. Ze względu na ilość mieszkańców przypadających na tak niewielkie przestrzenie tutejsze życie ma duże tempo i toczy się dość barwnie. Organizowane są liczne wydarzenia artystyczne jak np. Arts Festiwal, które łączą sztukę współczesną z chińską tradycją. W symboliczny sposób próbując scalić pokolenia i kultury, budować most między konwencjonalnym Wschodem i postępowym zachodem.
Tribeca
Tribeca autentyczny powiew luksusu na dolnym Manhattanie, pomiędzy SoHo, Financial District i Chinatown. To nic innego jak skrót od 'Triangle Below Canal Street. Niegdysiejsze magazyny i fabryki przekształcono w luksusowe lofty z zachowanymi fasadami z cegły, ogromnymi oknami i żeliwnymi schodami na zewnątrz. Obok powstały nowoczesne apartamentowce ze szkła i stali z panoramicznymi oknami i rozłożystymi tarasami.
Większość budynków ma widok na rzekę Hudson. Dzisiaj to jedna z droższych dzielnic Nowego Jorku ceny mieszkań często przekraczają 10 mln dolarów. Co za tym idzie jest uważana za najbezpieczniejszą okolicę na Manhattanie. Jest głównym celem dla osób szukających luksusu, spokoju i prywatności. Upodobali ją sobie przede wszystkim aktorzy i artyści. Najbardziej znani, który tu mieszkali bądź nadal mają swoje apartamenty to Robert De Niro, Meryl Streep, Jake Gyllenhaal, Justin Timberlake, Jay-Z czy Beyonce.
Ten pierwszy z wymienionych, by ożywić nieco otoczenie po atakach 11 września był jednym z założycieli TriBeCa Film Festiwal w 2002 roku. Początkowo skupiał się na kinie niezależnym ale już kilka lat później stał się jednym z najważniejszych festiwali filmowych w USA. Jako pierwszy wśród swoich przeglądów docenił seriale telewizyjne, sztukę immersyjną i opowiadania audio by zwrócić uwagę na zmieniające się technologie medialne. Po raz pierwszy tam właśnie również zostały zaprezentowane filmy krótkometrażowe wygenerowane przez sztuczną inteligencję.
Tribeca to genialne miejsce na chwilę oddechu od hałasu i zgiełku, elegancki spacer i artystyczne akcenty. Nie mniej lepiej sprawdzić menu przed wejściem do kawiarni. A już na pewno restauracji bo ceny mogą zburzyć spokój na dłłuuuższą chwilę.
Little Italy
Little Italy to urocza część Nowego Jorku znana z włoskiej historii, kultury, tamtejszego 'La Dolce Vita” no i oczywiście kuchni. Znajduje się na Dolnym Manhattanie pomiędzy Canal Str, Lafayette Str i Mott Str. Podobnie jak Chinatown powstała po przybyciu włoskich imigrantów pod koniec XIX wieku szukających lepszego świata i warunków do życia. Również tu można zaopatrzyć się najprawdziwsze włoskie sery i wędliny, klasyczne tiramisu czy przednią w gatunku oliwę. Tutejsze cukiernie serwują oryginalne cannoli z kawą, której aromat już czuć kiedy wypowiadamy włoskie 'espressso’ subtelnie przeciągając 's’. Mnóstwo tu odniesień do Italii zarówno w kontekście architektury jak i tamtejszej tradycji biesiadowania. Filozofia słodkiego życia jest tu odczuwalna na każdym kroku. Skupia w sobie wszystko co dla rodowitego Włocha nieodzowne – dobre jedzenie, przyjaźń i rodzinę, piękno zarówno to w sztuce jak i w codzienności oraz niespieszne życie, czas na relaks i kawę.
Ta dzielnica przyciąga nie tylko turystów tym, że zachowuje unikalny klimat i pozwala poczuć tu, na odległym kontynencie autentyczną włoską atmosferę. Zanurzyć się w zapachach intensywnych perfum, które unoszą się nawet dobrą chwilę po tym jak mija nas wystylizowany 'Ragazzo’. Czy przez chwilę stać się częścią parady na cześć patrona Neapolu. Stare włoskie sklepy zachowały swój autentyczny charakter a uliczki są równie wąskie i kolorowe jak te w Bari czy Wenecji. Co rusz organizowanie są wieczory muzyczne, degustacje lub pokazy gotowania. Święta narodowe obchodzone i celebrowane są z dużą estymą i zaangażowaniem. Najczęściej tutaj można jeszcze trafić na zakład szewski czy krawiecki i skorzystać z coraz trudniej już osiągalnych usług tego typu.
Oczywiście gdzie jak nie tutaj swój przyczółek miały również włoskie grupy mafijne. Największe rodziny przestępcze jak Genovese czy Gambino spotykały się w zakamuflowanych restauracjach. W 1972 w jednej z nich zamordowany został jeden z największych bosów mafijnych Joe Gallo. Zatem wiadomo było, że pochodzący stąd Martin Scorsese tutejsze uliczki wybrał sobie na scenerię dla swoich największych produkcji. „Taksówkarz”, „Gangi Nowego Jorku” czy „Wściekły byk” koncentrują się i ukazują życie w metropolii za pomocą Little Italy. Oczywiście również najbardziej chyba znane dzieło inspirowane prawdziwymi historiami włoskiej mafii – „Ojciec Chrzestny” kręcony był min. tutaj.
Harlem
Harlem położony w północnej części Manhattanu to najbardziej chyba rozpoznawalna a z pewnością najstarsza dzielnica Nowego Jorku. Została założona w połowie XVII w przez Holendrów i nazwana na cześć holenderskiego miasta Haarlem. Z początku była zamieszkiwana przez tzw klasę wyższą. Natomiast pod koniec XIX w biali stopniowo zaczęli opuszczać ten rejon. Ich miejsce zajmowali Afroamerykanie uciekający przed rasistowskimi prześladowaniami na południu. Dzisiaj jest symbolem kultury, jazzu, sztuki pełna historii i dynamicznych zmian. Szczególny rozkwit przypadł na lata 20 i 30 XX wieku co spowodowało powstanie 'Harlem Renaissance’ czyli odradzania się sztuki, literatury i muzyki. Warto wspomnieć, że w tej części miasta znajduje się sieć podziemnych tuneli, które w tamtym czasie używane były do przemytu alkoholu i dostarczanie go do nielegalnych, tajnych barów.
Podobnie jak w całym NY, również i tutaj w latach 60 i 70- tych mieszkańcy zmagali się z biedą i przestępczością. Jednak po czasie kryzysu dzielnica zaczęła odzyskiwać swój niepowtarzalny charakter przyciągać turystów a wraz z nimi inwestorów.
Jedną z wielkich postaci, wywodzącą się z Harlemu był najbardziej chyba rozpoznawalny i uwielbiany za swój niski szorstki głos – Louis Armstrong. Nikt tak skutecznie jak on przekonywał jaki piękny i cudowny jest świat. Tu również swoją karierę zaczynała Billie Holiday czy ojciec funky music – James Brown.
Oczywiście nie sposób nie wspomnieć o ikonach świata jazzu które właśnie stąd się wywodzą. Jeden z ojców tego gatunku, kompozytor i pianista Duke Ellington tu dorastał i spędził większość swojego życia. Największą sławę zdobył grając ze swoją orkiestrą w tamtejszym Cotton Club.
My postanowiłyśmy trochę poczuć ducha jazzu i zarezerwowałyśmy bilety na recital w jednym z kościołów. Co prawda trafiłyśmy na mocno free jazzowe granie a miałyśmy apetyt bardziej na jego tradycyjne wydanie ale i tak warto było w takiej scenerii posłuchać muzyki ze świadomością, że to kolebka tego nurtu.
Z kolei w Abyssinian Baptist Church do dziś dnia można posłuchać jednego z najlepszych chórów gospel na świecie. Co niedziela kościół pęka w szwach. A żeby posłuchać tych energetycznych pieśni wychwalających Pana miejsca trzeba rezerwować z dużym wyprzedzaniem. Warto dodać, że przez pewien czas członkami tej społeczności byli Aretha Franklin czy Sam Cooke.
Kontynuując wątek muzyki nie sposób pominąć faktu, że to również w Harlemie narodził się hip-hop i kultura uliczna. Tu zaczynały swoją drogę muzyczną wschodzące gwiazdy rapu w latach 70- tych i 80-tych. W tym czasie powstał też charakterystyczny Harlem Shake – tradycyjny taniec uliczny wykorzystywany przez b-boyów i tancerzy hip-hopowych w teledyskach i clipach.
Z kolei na 125th Street organizowane były pierwsze freestyle’owe pojedynki raperów. Tupac Shakur, Big L, Diddy to tylko nieliczni wielcy tego nurtu pochodzący czy związani z Harlemem. Dzisiaj kolejne już pokolenia kształtujące brzmienie rapu i hip-hopu, składy i kolektywy często albo są związane korzeniami z tą dzielnicą albo podkreślają swoja przynależność do niej.
Wiele źródeł internetowych plasuje Harlem wśród najbardziej niebezpiecznych dzielnic NYC. Przyznam szczerze, że będąc tam nie czułam się bardziej zagrożona niż w jakimkolwiek innym miejscu. Rzekłabym nawet, że zatłoczony i pełen chaosu Times Square wywoływał u mnie większy stres i sprawiał, że oglądałam się za siebie sprawdzając czy nic podejrzanego się nie dzieje.
Oczywiście, jak wszędzie, tak i tutaj trzeba uważać na swoje bezpieczeństwo. Lepiej nie zapuszczać się w ciemne ulice po zmroku i nie wdawać w dyskusje z obcymi, dziwnie wyglądającymi przechodniami. Bez wątpienia tu też mogą się trafiać incydenty związane z kradzieżami czy oszustwem. Natomiast wręcz odniosłam wrażenie, że tutejsi mieszkańcy czy to w sklepach czy w restauracji są bardziej przyjaźni i serdeczni. Widoczna jest wieź między nimi i poczucie wspólnoty. Zarówno między sobą jak i w stosunku do dwóch białych turystek jak my. Uśmiechają się szeroko, pytają skąd jesteśmy i jak nam się tu podoba. Przeszłyśmy ładnych kilkanaście przecznic chcąc trochę zaobserwować życie tutaj od samego środka nie zauważyłyśmy niczego bardziej niebezpiecznego niż gdziekolwiek indziej.
Przez dekady Harlem miał nie najlepszą opinię, jednak w ostatnich latach, wg statystyk sytuacja uległa znaczącej poprawie. Okolice 125th Street i Apollo Theater to wręcz atrakcja turystyczna. Jak wiadomo tam gdzie gromadnie przybywają turyści prędzej czy później pojawiają się inwestorzy. I tak dzisiaj jest tu mnóstwo kawiarni, restauracji, galerii i klubów. To z kolei przyciąga klasę średnią, która decyduje się osiedlać ze względu na przystępne ceny nieruchomości i mieszkań. Dzisiaj to dynamicznie rozwijająca się dzielnica z ogromną spuścizną oraz bogatą kulturą, szczególnie muzyczną. Natomiast, jak w każdym miejscu, trzeba zachować ostrożność i czujność, zwłaszcza po zmroku.
Greenwich Village
Greenwich Village zwana jest też potocznie „The Village”. To klimatyczna część miasta znana min z wielu produkcji filmowych. Głównie ze względu na charakterystyczne niskie kamienice w brązowo piaskowym kolorze czy też klasyczne z czerwonej cegły. Znajduje pomiędzy Broadwayem a rzeką Hudson. Pełno tu kawiarni, historycznych budynków, klimatycznych zaułków i klubów jazzowych z legendarnym „Blue Note”. Właściwie od początku istnienia była kolebką artystów, twórców i intelektualistów. To tu jest największe nagromadzenie teatrów alternatywnych, klubów komediowych ze stand-upem i scen off’owych. W latach 70- ceny mieszkań tutaj były rekordowo niskie, można było wynająć apartament za mniej niż 100 dolarów. Z tego powodu mnóstwo debiutujących w tym czasie artystów decydowało się żeby przez jakiś czas tu pozostać. Ze scen muzycznych byli to min Jimi Hendrix, Lou Reed, Bob Dylan, Patti Smyth czy John Lennon a gwiazdy filmu to Marlon Brando, Robert De Niro, Dustin Hoffman czy Edward Norton.
Również tutaj narodził się ruch praw osób LGBT a dokładnie miał miejsce pierwszy protest w 1969 r.
Bez wątpienia piękno i urok dzielnicy jak i charakterystyczna zabudowa nie raz przyciągały reżyserów. To za sprawą budynków 'Brownstone’ budowanych z brązowego piaskowca z kutymi balustradami i schodami przed wejściem. Lub też czerwonych ceglanych domów z drewnianymi okiennicami. Wiele z nich, co należy do rzadkości w NYC, ma na tyłach ogrody a dodatkowo niektóre wyposażone są w ukryte przejścia. W czasach prohibicji używane były do ucieczki przed policją.
Najdłużej eksponowaną kamienicą jest ta z serialu „Seks w wielkim mieście”. Mieszkanie głównej bohaterki znajdowało się przy 66 Perry Street. Z kolei na rogu Bedford i Grove Street jest budynek z czołówki serialu „Przyjaciele”. Na rogu 52 Street i Lexington Av w „Słomianym wdowcu” na kratce wentylacyjnej nieopatrznie zatrzymała się Marylin Monroe. Widok fruwającej spódnicy i zakłopotanej Marylin stał się ikoniczny i zachwyca od tamtej pory kolejne pokolenia. Wystarczy dodać, że ta sukienka w 2011 r na aukcji została sprzedana za jedyne 4,6 mln dolarów.
Dzielnica pojawia się też w takich produkcjach jak „Taksówkarz”, „Sniadanie u Tiffaniego”, „Diabeł ubiera się u Prady” i wielu innych. Uważa się, że to jedna z najczęściej filmowanych dzielnic Nowego Jorku.
Wall Street
Stolica światowej finansjery, czyli Wall Street znajduje się w nowojorskiej Financial Dystrykt na dolnym Manhattanie. Nazwa ulicy nawiązuje do drewnianej ściany którą Holendrzy wybudowali do ochrony przed Anglikami.
Na tej niewielkiej ulicy ( liczy niespełna 600 m ), znajdują się największe banki światowe i giełda. Siedzibę mają też globalne korporacje, takie jak Goldman Sachs, JPMorgan Chase czy Citigroup. A swoją drogą to zdumiewające że na tak małej powierzchni mieszczą się największe pieniądze świata, oczywiście w symbolicznym wydaniu. Swoją lokalizację ma największa giełda papierów wartościowych czyli New York Stok Exchange (NYSE), Federal Hall, miejsce gdzie został zaprzysiężony pierwszy prezydent USA Georges Waszyngton, Charging Bull i Fearless Girl.
Dzisiaj to epicentrum światowych rynków finansowych, funduszy i inwestycji. Wizyta na Wall Street bardzo często znajduje się na liście odwiedzających Nowy Jork. Ze względu na ilość pieniędzy unoszących się wokół często jest traktowana jak dobra wróżba na stabilną i dostatnią przyszłość.
Jednym z symboli mających zagwarantować bogactwo jest byk z Wall Street czyli tzw. Charging Bull, rzeźba stworzonego przez włoskiego artystę. Przedstawia rozjuszonego, potężnego byka gotowego do ataku. Ma symbolizować siłę i determinację, żeby walczyć o finansową stabilizację i niezłomność amerykańskiej gospodarki. Powstała po krachu giełdowym w 1987 roku aby podnieść na duchu nowojorczyków i zmobilizować ich do Pracy nad stabilizacja rynków finansowych oraz wzrostu giełdowego.
Pojawienie się Byka miało swoje kontrowersje ponieważ autor umieścił rzeźbę nielegalnie przed budynkiem nowojorskiej giełdy w połowie grudnia jako prezent Świąteczny i dobrą wróżbę dla nadchodzących zmian. Z nikim wcześniej tego nie uzgodnił więc następnego dnia policja ją usunęła. Jednak władze szybko podjęły decyzję o przywróceniu rzeźby i dzisiaj jest to jeden z ważniejszych symboli przyciągający miliony turystów, którzy wierzą że złapanie byka za rogi albo za jaja przyniesie diametralną zmianę co do stanu posiadania.
Warto też wiedzieć, że aby dostąpić tego zaszczytu nierzadko trzeba odstać w długiej kolejce więc najlepiej wizytę zaplanować wcześniej rano albo bardzo późnym wieczorem kiedy jest nieco mniej ludzi dookoła. Nam udało się go uchwycić bez zbędnego towarzystwa w tle ale muszę przyznać, że nie wpłynęło to znacząco na poprawę moich finansów. Wręcz po powrocie z tych wakacji nieco dłużej niż zwykle trzeba było uzupełniać lukę…ale cóż, to Nowy Jork.
Kolejnym charakterystycznym elementem tego dystryktu jest postać dziewczynki w zawadiackiej pozie – Fearless Girl. Pewna siebie z rękami na biodrach i wysoko uniesioną głową spogląda z góry na otoczenie, ma symbolizować siłę i pozycję kobiet w świecie finansów. Została zainstalowana dokładnie w przed dzień międzynarodowego dnia kobiet.
Podobnie jak świat wielkiej światowej finansjery jest nadal zdominowany przez mężczyzn tak i jej pozycja na Wall Street jest nie do końca jasna i nadal niepewna. Pierwotnie ustawiona była na przeciwko słynnego byka jednak jego autor uznał że wygląda jak przeszkoda na drodze do sukcesu.
Rok później została przeniesiona przed budynek Giełdy Papierów Wartościowych i stoi tam do dziś ale nadal tylko na tymczasowym pozwoleniu, natomiast jej przyszłość nie jest jeszcze ustabilizowana. Jednak biorąc pod uwagę popularność i to jak mocno utożsamiana jest z inspirowaniem kobiet, promowaniem równości nie tylko w biznesie ale w ogóle w świecie zawodowym, jest szansa, że zagości tam na stałe.
Dumbo
Dumbo, ta nowojorska dzielnica znajduje się chyba na każdej z list odwiedzających. Zlokalizowana między dwoma mostami Manhattan Bridge i Brooklyn Bridge. Nazwa to skrót od „Down Under the Manhattan Bridge Overpass”. Niegdyś przemysłowa, zaniedbana i o szemranej reputacji. Głównie mieściły się tam fabryki, magazyny i garaże, w których produkowano nie koniecznie legalne substancje. Dzisiaj jedna z najbardziej rozwijających się a co za tym idzie modna, dynamiczna pełna trendów i stylu. Jak to najczęściej w NYC bywa pierwsi zaczęli przybywać tu artyści w latach 70 i 80 tych zachęceni niskimi czynszami. W zaniedbanych budynkach zaczęli otwierać swoje studia, hale magazynowe przekształcać w wyrafinowane lofty i powoli wpływać na zmianę charakteru miejsca.
Wraz z wejściem w Milenium nastąpiło również nowe otwarcie dla Dumbo. Władze miasta zdecydowały przekazać spore fundusze na rewitalizację. Powoli przekształciły ją w luksusową dzielnicę pełną kawiarni, galerii, concept store, rozległych tarasów widokowych i ekskluzywnych apartamentów. Dawne magazyny zyskały nowe życie zamienione w centra handlowe lub kulturalne. Miejsce mocno zyskało na prestiżu. To spowodowało, że dzisiaj jest jednym z najdroższych na Brooklynie, obecnie ceny apartamentów biją rekordy w przeliczeniu na metr kwadratowy.
Przez ostatnie dekady tętni tu życie kulturalne i artystyczne, swoją siedzibę mają teatry offowe i wyrafinowane studia fotograficzne. Co za tym idzie organizowane są też liczne wydarzenia kulturalne i eventy. Do najbardziej znanych zalicza się DUMBO Arts Festiwal.
Nie można pominąć faktu, że to również pożądana miejscówka dla instagramerów, fotografów jak i zwykłych turystów. Zatrzymując się na rogu Washington i Water Street roztacza się imponujący widok na pięknie wkomponowany w ulicę Manhattan Brigde z Empire State Building w tle. My dotarłyśmy tam późnym wieczorem więc wrażenia były całkiem inne niż w ciagu dnia. Antracytowe przęsło mostu pięknie się odznaczało na tle miodowego światła i ceglanego budynku. Pod nim jak szczypiorek na wiosnę dumnie jaśniała zielona iglica jednego z najbardziej rozpoznawalnych budynków w mieście.

